środa, 26 sierpnia 2015

Co się przyśni, to się wyśni, czyli "Jesteśmy snem" Le Guin

Stare indiańskie przysłowie głosi: "Nie możesz być jednocześnie wybitnym piłkarzem i mistrzem koszykówki." Tak samo pewnie cokolwiek trudno być równocześnie klasykiem science fiction i wielkim autorem fantasy. Niewielu udała się taka sztuka, zbyt wielu poległo, próbując podobnego szpagatu.

Ech, coś nie pasuje mi ten wstęp... Uznajmy więc bez żadnych zbędnych formalności, że Ursula Le Guin to mistrzyni, która równie dobrze pływa w oceanach fantasy jak i w morzach science fiction. Kropka.

Jako umiarkowany miłośnik fantasy, sięgam więc po jej powieść fantastyczno-naukową pt. "Jesteśmy snem" i okazuje się, że to doskonały ruch, Rzadko kiedy udaje się znaleźć historię tak precyzyjną, oszczędną, a jednocześnie wypełnioną do ostatniej strony elektryzującą intrygą, która niemal do samego końca utrzymuje czytelnika w stanie przyjemnej niepewności.


Kiedyś to były okładki...

Pomysł wyjściowy jest naprawdę prosty - główny bohater dysponuje niezwykłą umiejętnością: śni, a to, co wyśni, zaistnieje w rzeczywistości. Przykładowo śni o tym, nie ma na świecie rasizmu, budzi się, a Ziemię zaludniają homo sapiens o szarej jak popiół skórze. Nikt się nie wyróżnia, więc problem teoretycznie przestaje istnieć. Na szczęście dla czytelników nic w przyrodzie nie ginie i jednn rozwiązany problem uruchamia niespodziewane komplikacje... Dla porządku dodajmy, że naszym bohaterem manipuluje psycholog-szarlatan, który widząc, jak potężnym pacjentem się opiekuje, wykorzystuje go do swoich niecnych celów.


Powieść w sumie przygodowa zadaje nam całkiem poważne pytania na temat natury świata. Czy naprawdę da się go naprawić, zastanawia się Le Guin. Czy człowiek dysponujący nawet nieograniczoną mocą może pchnąć rzeczywistość na właściwe tory? I czy te właściwe tory naprawdę istnieją?


Gdzieś pod powierzchnią druku pobłyskiwała mi wypowiedziana przez Leibnitza pewność, że żyjemy na najlepszym z możliwych światów. Zaś wszelkie pragnienia różnej maści idealistów, którzy chcieliby majstrować przy strukturze rzeczywistości, muszą rozregulować jego skomplikowaną maszynerię.


Miałem spory problem z tą recenzją. Jak zwykle zresztą, gdy czytam książki doskonałe, świeże mimo swoich niemal emerytalnych uprawnień, mam olbrzymie trudności, by zamknąć w słowach zachwyt, radość i podniecenie intelektualne.


Nie wiem, czy się udało. Po prostu zdałem Wam raport z fascynującej przygody lekturowej.


Czołem!

czwartek, 13 sierpnia 2015

Doskonale dwoi się w oczach, czyli "Rozłąka" Priesta

Gdy zagłębimy się w treść krótkiej notki, którą wydawnictwo MAG opatrzyło powieść Christophera Priesta pt. Rozłąka, możemy (jako wielbiciele fantastyki) poczuć lekki niedosyt, być może nawet dyskomfort. Czytamy bowiem zapowiedź historii o braciach bliźniakach, którzy w roku 1936 wzięli udział w Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie. Jako wioślarze wywalczyli brązowy medal, a sam Adolf Hitler zaszczycił swoją obecnością uroczystość wręczania trofeów. Opuszczając faszystowskie Niemcy, jeden z bohaterów (pacyfista Joe) wywozi młodą Żydówkę – Brigit, którą w ojczyźnie czekałby ponury los. Trzy lata później wybucha wojna światowa, zaś bracia rozdzielają się za sprawą skrajnie różnych wyborów życiowych. Joe zostaje pracownikiem Czerwonego Krzyża i na ulicach bombardowanego Londynu angażuje się w pomoc rannym. Natomiast Jack wstępuje do sił lotniczych, by brać udział w nalotach na niemieckie miasta.





Brzmi to wszystko „zbyt normalnie”, zważywszy na fakt, że Rozłąka ukazuje się jako kolejna pozycja w serii „Uczta wyobraźni”. Na szczęście dla miłośników fantastyki nie mamy do czynienia ze snującą się flegmatycznie historią obyczajową. Priest proponuje nam niesamowicie złożoną maszynerię powieści; z matematyczną precyzją rozrysowuje nieoczywistą fabułę układającą się w alternatywną wersję dziejów Europy i świata XX wieku.


Książki spod znaku „co by było, gdyby Hitler wygrał wojnę” można by ułożyć w pokaźny stos lub zapełnić nimi kilka metrów bieżących półek w domowych biblioteczkach. Klasyczne już utwory, takie jak Człowiek z Wysokiego Zamku Philipa Dicka lub Dźwięk rogu Sarbana, roztaczały przed czytelnikami ponure wizje rzeczywistości, u której podstaw leżała tryumfująca zbrodnicza faszystowska ideologia. Natomiast Priest modyfikuje podobne wizje i skupia się tylko na jednym, nieco zapomnianym wydarzeniu z roku 1941.


Wtedy właśnie niejaki Rudolf Hess, zastępca Hitlera, jeden z najpotężniejszych ludzi w Niemczech, udał się z szaloną misją do Wielkiej Brytanii. Jako orędownik pokoju pomiędzy państwami znajdującymi się w stanie wojny liczył na to, że jego z nikim niekonsultowana wyprawa zaowocuje podpisaniem przez angielski rząd rozejmu. Ku jego zaskoczeniu nie potraktowano go poważnie. Niemca uwięziono, stał się on źródłem żartów i kpin. Ten groteskowy niemal epizod zapłodnił wyobraźnię autora Rozłąki, który zadał sobie pytanie: „A co by było, gdyby misja Hessa zakończyła się powodzeniem?”


Próbą odpowiedzi na postawione pytanie jest ta niezwykła powieść. Perfekcyjnie utkana, może wręcz onieśmielać bogactwem zastosowanych przez autora środków literackiego wyrazu. Bohater, którego poznajemy na początku dzieła, pisze książki historyczne i niejako towarzyszymy mu w procesie gromadzenia materiałów do kolejnej z nich. Lwią część Rozłąki stanowią jednak wspomnienia pierwszoplanowych postaci, listy, fragmenty protokołów, zapiski z dzienników… Z tej plątaniny krzyżujących się głosów i perspektyw czytelnik musi samodzielnie złożyć obraz alternatywnej rzeczywistości. Niecierpliwych odbiorców będzie drażnić nieco niespieszny rytm powieści – nie może to dziwić, skoro o większości wydarzeń opowiada się przynajmniej dwa razy. Priest jednak od początku do końca metodycznie realizuje swój plan – . rozszczepia obraz świata przedstawionego, prowadząc narrację z punktu widzenia dwóch kontrastujących ze sobą postaci.


Czyni bohaterami Rozłąki parę bliźniaków, którzy mają identyczne inicjały, ale skrajnie różne poglądy (w tym miejscu powinniśmy uświadomić sobie wszelkie symboliczne konsekwencje takiego ukształtowania postaci). Joe to pacyfista skłonny poświęcić honor, by być wiernym własnym przekonaniom. Jack to pilot bombowca, który za jedyną racjonalną odpowiedź na niemiecką agresję uznaje odwet. Zgodnie z przyjętą strategią Priest „rozdwaja historię” – czytelnik, a wraz z nim jeden z bohaterów, prowadzony jest przez lustrzany labirynt odbić, symetrii, wizji i halucynacji. Nie jesteśmy pewni, co jest prawdziwą, a co tylko potencjalną wersją dziejów. Towarzyszy nam drażniąca a jednocześnie zapładniająca intelektualnie myśl – czyżby szalona wyprawa Hessa za sprawą nieznanych nam mechanizmów rozgałęziła historię II wojny i pchnęła losy świata dwoma opozycyjnymi względem siebie torami?


Autor zręcznie żongluje podobnymi wątpliwościami, rozrzuca tropy, którymi może pójść czytelnik i jednocześnie nie daje jednoznacznej odpowiedzi na żadne z pojawiających się pytań. Ba! Priest dodatkowo miesza szyki czytającym, gdy wyraźnie sugeruje, że zarówno Hess, jak i Churchill (obaj zaangażowani w rozmowy pokojowe opisane w Rozłące) mogą nie być tymi, za jakich uważają ich zwykli obywatele. Kto tak naprawdę pociąga za sznurki całej tej historii? – pytamy samych siebie i uświadamiamy sobie, że nigdy się tego nie dowiemy.




Ta wyborna powieść to wysublimowana lektura dla cierpliwego i skupionego odbiorcy. Priest ucieka przed łatwymi, schematycznymi opowieściami o tryumfujących faszystach. Zanurza nas w precyzyjnie i na pozór beznamiętnie opisanym marzeniu sennym o świecie, który nie potrafił ukorzenić się w rzeczywistości, jaką znamy.

Recenzja pierwotnie ukazała się na portalu Fantasta.pl