środa, 10 września 2014

Szczygłopodobnie, czyli "Samotność Portugalczyka" Klementowskiej

Portugalia, jak zresztą większość krajów Starego Kontynentu, obłożona jest klątwą pewnych stereotypowych, głęboko zakorzenionych w świadomości obiegowych obrazów i skojarzeń, które najczęściej nie mają niczego wspólnego z prawdziwym obrazem danego miejsca, ludzi w nim żyjących oraz jego historii. Szlachetną pracę wykonują więc ci, którzy starają się zajrzeć pod powierzchnię tego, co oferują nam biura podróży i kolorowe foldery. Z założenia unikają oni miejsc skażonych masową turystyką. Penetrują peryferia. Starają się spojrzeć nie tylko szerzej, ale i głębiej. Podobną ambicją kierowała się z pewnością Iza Klementowska, autorka zbioru reportaży pt. „Samotność Portugalczyka.” Po przeczytaniu tej książki opisywany przez nią kraj na zawsze może przestać się kojarzyć tylko z fado oraz Cristiano Ronaldo…

Klementowska rzetelnie odrobiła lekcje z historii Portugalii i pokazała bolesne, wstydliwe a czasem chwalebne karty z jej dziejów. To kraj, który przez kilkaset lat istniał jako potężne imperium wzmocnione rozlicznymi koloniami, a skurczył się do rozmiarów dziesięciomilionowego państwa. Kraj objawień fatimskich, ponurej dyktatury Salazara, koszmaru wszechwładnych tajnych służb. Terytorium, na którym na stałe zadomowił się smutek, dziwna nostalgia za niegdysiejszą wielkością i duma, która zmusza Portugalczyków do akcentowania każdego sukcesu, jaki udało się osiągnąć.

Tam, gdzie Klementowska zmaga się z historią, tam „Samotność Portugalczyka” brzmi intrygująco i mocno. Najlepsze teksty swoją siłę zawdzięczają potędze przerażających historii, osobistych świadectw bohaterów zaplątanych w meandry historii kraju. Z zgrozą czytać możemy o mrocznych mechanizmach władzy, o odczłowieczeniu, o przemocy i zbrodni. Także o odruchach buntu, które z czasem przerodziły się w tryumf nad materią zła. 

W tym momencie można litanię pochwał urwać... Uświadomiłem sobie, że siłą tej książki wcale nie jest niepowtarzalne pióro autorki, ale wydarzenia, które te pióro opisuje. A pióro to zbyt często kreśli obrazy w sposób bezosobowy, beznamiętny. Dostajemy do rąk produkt, który mówi nam wiele (i chwała mu za to) o kraju położonym na "wylocie" Europy,ale mam wrażenie, że każdy miłośnik Portugalii przy odrobinie wysiłku potrafiłby złożyć podobną książkę. Wystarczyłoby pogrzebać w dobrych tekstach źródłowych i wio!

Autorka chciała również uchwycić coś tak eterycznego jak dusza Portugalii. Czy jej się udało? – możemy zapytać. Całość książki wieńczy cytat niemieckiego reżysera Wima Wendersa, który pracując nad filmem „Lisbon story”, doszedł do wniosku, że im dłużej wypatrywał ducha stolicy Portugalii, tym głębiej chował się on przez spojrzeniem obcokrajowca. 

Podobną refleksją można podsumować te partie książki, które chcą uchwycić nieuchwytne. Portrety ludzi, węzły ich losów Klementowska stara się opisać zgodnie prawidłami sztuki reporterskiej – paroma kreskami szkicuje swoich bohaterów, zwraca uwagę na detale, buduje widowiskowe skróty perspektywiczne, gdy pozwala o Portugalczykach mówić pomnikom, architekturze, przedmiotom, cmentarzom.

Jednak momentami ma się wrażenie, że zbyt daleko odsunęła się od swoich bohaterów. Robi się chłodno. Reportaże polskiej autorki zaczynają momentami przypominać ćwiczenia stylistyczne; bardzo dobre formalnie, ale nie wnoszące niczego nowego do tego, co już wiemy o świecie. 

Miłośnik popularnej w naszym kraju literatury faktu może czuć pewne znużenie tematem, gdyż „Samotność Portugalczyka” można czytać jako  kolejną opowieść o losach społeczeństwa, wcześniej udręczonego dyktaturą, teraz liżącego rany i oswajającego traumy. A takich historii miłośnicy reportaży wydawanych przez „Czarne” znają bez liku…




Dodajmy, że autorka dziękuje "naczelnemu polskiemu reportażyście", Mariuszowi Szczygłowi, za pomoc w powstaniu tej książki. Cóż, mam dość niejasne przeczucie, że Szczygieł ze swoją manierą reporterską zbyt mocno chyba Klementowką zainspirował i niektóre jej teksty wyglądają jak próby chodzenia w za dużych męskich butach.

Cokolwiek znaczyłaby ta moja dziwaczna metafora...

2 komentarze:

  1. Szkoda, że wyszło jak wyszło, bo miałem dużą ochotę na tą książkę. I chyba, mimo Twojej średniej oceny, i tak po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, partie dotyczące historii są smaczne i dobrze podane. Ich siłą jest to, że pewnie tych historii nie znamy, więc dobrze się czyta. Gorzej z opowieściami o "zwykłych" Portugalczykach.

      pzdr

      Usuń