piątek, 19 grudnia 2014

Dylu-dylu na skrzypkach, czyli "Oberki do końca świata" Szostaka

Raz na jakiś czas trafić można na książkę, która wymyka się jednoznacznym kryteriom gatunkowym. Czytelnicy, pchani dość naturalną potrzebą nazywania i katalogowania, stają bezradni wobec dzieła stapiającego w sobie szlachetne, ale unikatowo połączone elementy. Tekst czaruje, obezwładnia urodą, lecz broni dostępu do swoich sekretów. Jest niepowtarzalny. Trudno się nim nawet inspirować, gdyż każda próba nawiązania do niego może skończyć się oskarżeniem o naśladownictwo. Można tylko rozkoszować się jego pięknem, mądrością i tajemnicą.


Taką książką są właśnie Oberki do końca świata Wita Szostaka, które traktują temat polskiej wsi z nieczęsto spotykanym w naszej literaturze szacunkiem i atencją. Jednak motyw ten nie służy w przypadku Szostakakomentarzowi społecznemu, nie jest mniej lub bardziej malowniczym tłem, autor niczego wsią „nie załatwia.” On oddaje jej hołd. Piórem odmalowuje zamkniętą, spójną wewnętrznie przestrzeń, która rządzi się własnymi regułami. Opisuje żarliwie pielęgnowane obyczaje, rozpaczliwą obronę przed miażdżącym naporem czasu, który niestety finalnie tryumfuje.





W opowieści tej z jednej strony spotykają się uniwersalne, stare jak ludzkość dramaty i emocje, niemalże archetypiczne postawy wobec życia i świata, a z drugiej strony Szostak głęboko zanurza swoją książkę w kulturze naszej prowincji. Oberki do końca świata są do bólu polskie, słowiańskie, zakorzenione w tradycjach ginącej rzeczywistości, której przed popadnięciem w nicość broni właśnie ta proza. Ciężki chłopski los staje się ilustracją przemian kulturowych, których świadkiem stał się wiek XX.


Śledząc losy bohaterów, przede wszystkim członków muzykanckiego rodu Wichrów, cenionych skrzypków ogrywających wesela we wsi Rokiciny i okolicach, czytamy tak naprawdę przepiękny, chwytający za serce poetycki zapis ostatnich skurczów świata, którego już nie ma. Książka podzielona jest na kilkanaście krótkich rozdziałów. Zamknięte w sobie całości korespondują ze sobą i wzajemnie się uzupełniają, tworząc panoramę ludzkich wzlotów i upadków, przedwczesnych nadziei i gorzkich zwycięstw. Poszczególne historie mają własną dramaturgię, wewnętrzne napięcie, które pozwala czytać je jak opowiadania otwierane ciekawą ekspozycją, zamykane zaś logiczną z punktu widzenia narracji puentą.


W powieści nie brakuje elementów fantastycznych, momentami metafizycznych – bohaterów co i rusz spotykają niezwykłe wydarzenia, które nie mieszczą się w racjonalistycznej wizji rzeczywistości, za to doskonale ilustrują ludowe przeświadczenie o tym, że świat żyje, czuje, da się z nim pertraktować, a nawet narzucić mu swoją wolę. Stąd też jednemu z muzykantów udaje się przy pomocy dźwięków skrzypiec zabezpieczyć rodzinną wieś przed tragicznym strumieniem wypadków – przed II wojną światową, która stanowi swoistą cezurę dla całej powieści, gdyż nic po jej zakończeniu nie będzie takie, jakie do tej pory było.


Zniknie gdzieś magia, gdy tradycje zaczną ustępować pola nowoczesności, która wdziera się do bezpiecznej, wcześniej niemal arkadyjskiej przestrzeni. Bohaterowie początkowo starają się dać odpór nowemu, ale szybko muszą uznać wyższość potężniejszych od siebie sił. Po latach na wsiach zjawią się etnografowie-pasjonaci próbujący rozdmuchać żar tlący się w dogasającym palenisku kultury ludowej. Czasu jednak zatrzymać się nie da. Duch łagodnej, spokojnej rezygnacji przenika całą książkę.


Zachowując odpowiednie proporcje, możemy śmiało stwierdzić, że Szostak czerpie z tego samego czystego źródła, z którego na początku XIX wieku pili zafascynowani ludowością polscy romantycy. Oni też widzieli w kulturze ludowej nieodkryte, trudne piękno błyszczące własnym – nieodbitym blaskiem.


Tworząc całą galerię fantastycznych postaci, autor pozwala im dojrzewać i starzeć się, obserwować rozpadający się na ich oczach świat oraz starania tych, którzy chcą odroczyć jego ostateczną zagładę. Unikalna surowa poezja i silnie zrytmizowana, pozbawiona dialogów proza Oberków do końca świata łączą się w całość, która potrafi zauroczyć, zahipnotyzować i porwać. Przepiękna, ale dojmująco smutna to opowieść.

Recenzja pierwotnie ukazała się na łamach portalu Fantasta, którego jestem nierozgarniętym recenzentem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz