czwartek, 21 grudnia 2017

Pomału, pomału, czyli "Powolność" Kundery

Zraziłem się kiedyś do Kundery, a rana była o tyle głęboka, że zadano ją ostrzem rozczarowania. "Nieznośna lekkość bytu" była powieścią fenomenalną, hipnotyzującą, natomiast chwycone w porywie zauroczenia "Życie jest gdzie indziej" wkurzyło mnie i tyle. Na całe lata odwróciłem się od czeskiego pisarza, by niedawno sięgnąć po "Powolność" - specyficzną powieść-esej - i znów cieszyć się poważną literaturą, nie zaś gatunkowym czytadłem. 

"Powolność" przygląda się fenomenowi konającej na naszych oczach powolności właśnie. Po-wolność, swoboda snucia się, łazikowanie, włóczęga, sobiepaństwo. Jako że taka postawa jest mi wyjątkowo bliska, z entuzjazmem wczytywałem się w peany, jakie Kundera wygłasza na temat tytułowego zjawiska. Czytałem i coraz wyraźniej docierało do mnie, że ów powolny tryb życia, świat chyba już na zawsze odszedł do przeszłości. Ten nasz świat, więzienie, które sami sobie postawiliśmy, nie ułatwia życia niebieskim ptakom, co to nie sieją, nie orzą, a Pan dba o nich. Cóż, mamy to, co mamy.



Kundera na mocy praw danych mu przez literaturę, łączy z sobą twardy realistyczny, chociaż ociekający groteską obraz współczesnego człowieka z eseistyczną refleksją o naturze polityki, o relacjach damsko-męskich... Czarny humor zabarwia poszczególne sceny, intertekstualne gry spinają kolejne partie książki, odrobina uroczego realizmu magicznego przenosi opowieść w rejony prawdziwie poetyckie, strzępy typowych dla Kundery refleksji o losach emigrantów z Europy Środkowej na Zachodzie... Uff... Trzeba maestrii czeskiego prozaika, by w tekście nie mającym nawet dwustu stron spleść te wszystkie elementy w ciasny powróz i spętać nim uwagę czytelnika.

A gdyby ktoś mnie zapytał: "No dobra, ale o czym to wszystko jest?", odpowiedziałbym tak: "Kundera opisuje dwie równolegle dziejące historie - osiemnastowieczny króciutki romans pewnego młodego mężczyzny, który uwodząc piękną arystokratkę, nie do końca jest świadomy tego, że sam bierze udział w o wiele większej intrydze; romans sam w sobie nie jest istotny, ważne jest jego celebrowanie, zestaw obowiązkowych niedomówień, figur, gestów, jakie musi wykonać kochanek, zanim zaciągnie kobietę do łóżka. To jest oblicze owej powolności, na którą mogli sobie kiedyś pozwolić (dobrze sytuowani) ludzie... Jednocześnie poznajemy groteskową opowieść o zalotach współczesnych nam bohaterów - średniej klasy polityk uwodzi młodszą naiwną pannę, a ich finalny stosunek na brzegu hotelowego basenu staje się śmieszno-strasznym zwieńczeniem erotycznej degrengolady, o której czytamy. 

Dodajmy, że akcja obu historii dzieje się w tym samym miejscu (wspólny mianownik) - w zamku (XVIII wiek) zamienionym dziś na hotel."

Nie ma chyba sensu opisywać wszystkich drobnych uchwyconych przez Kunderę gestów, myśli, drgnień egzystencji - autorowi nie trzeba wiele słów, jego proza miewa gęstość i substancjalność poezji. Do tego wszystkiego dodajmy jako obecność (powiedzmy) autora, który również w rzeczonym hotelu przebywa i daje upust swojej fantazji,wyobrażając sobie opisaną w "Powolności" historię. Powieść zaczyna więc apetycznie pachnieć nie tylko autotematyzmem, ale również czynnik oniryczny daje się łatwo zlokalizować.

Dodam jeszcze jedno - dawno nie czytałem tak dobre opisanego spleenu po nieprzespanej upojnej nocy. Obojętnie, czy wyczerpuje nas pijaństwo, noc z kochanką, czy dławiąca bezsenność (co gorsze? nie wiem), rankiem i tak dochodzimy do siebie w oparach mgły, w ciszy, wilgotni od rosy. Podnosimy się i ruszamy powoli dalej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz