wtorek, 10 stycznia 2012

Zbrodnie light Camilli Läckberg

O skandynawskim kryminale aż wstyd pisać.

Dziś każdy czyta mroczne opowieści z Północy, podnieca się MILLENIUM Larssona, wpada w delikatny spleen w towarzystwie komisarza Wallandera, śledzi polowania na różnych dewiantów z Norwegii lub Islandii.

Temat jest tak oczywisty, że mógłbym urwać, bo zainteresowani wiedzą co i czym się je, dlatego dziś tylko szkic wrażeń z lektury trzech tomów "kryminalnej sagi" Camilli Läckberg, które "zaliczyłem" w jednym opętańczym czytelniczym ciągu.

Szwedzka pisarka w odróżnieniu od swoich kolegów i koleżanek po fachu stara się przede wszystkim zaserwować czytelnikowi rozrywkę - prostą, niezobowiązującą jak flirt na pokładzie promu pasażerskiego, inteligentną i trzymająca w napięciu.

Nie mami nas obietnicą głębszych obserwacji natury socjologicznej, nie obiecuje, że odkryje mroczną jak Buka duszę Skandynawii. Ona chce tylko, byśmy się dobrze bawili.

Stąd "Księżniczkę z lodu", "Kaznodzieję" i "Kamieniarza" czyta się fantastycznie. Są to książki lekkie, iskrzące się bezpretensjonalnym humorem. Potężnym atutem cyklu są również główni bohaterowie - zwykła młoda kobieta tuż po 30, pisarka, bez większych nałogów, i młody policjant, też oderwany od nieznośnego stereotypu, który nakazuje autorom kryminałów niemal ZAWSZE zrobić z detektywa ofiarą autodestrukcyjnych skłonności.

Erica i Patrik są grzeczni. I może dlatego na tle alkoholików, erotomanów, narkomanów, zmęczonych zawodem starych wyjadaczy, dziwolągów wszelakiej maści, którzy jakimś cudem łapią bandziorów, nasi bohaterowie przynoszą odrobinę ożywczej odmiany.

Łączą się w parę (kapitalne, prześmieszne opisy przygotowywania się do randki, która może skończyć się w łóżku, dylemat - jakie założyć majtki, wyszczuplające majciochy czy sexy koronki, które absolutnie niczego nie maskują. To oczywiście wątpliwości Eriki), mają dziecko, planują ślub...



Ilustracja pochodzi z książeczki dla dzieci "Lalo gra na bębnie" autorstwa Evy Susso, zilustrowanej przez Benjamina Chauda. Szwedzkiej książeczki...

Camilla Läckberg prochu nie wymyśla. Jej pisarstwo ma ograniczenia i nie warto stawiać zarzutów o zbytnie wygładzenie powieści, grubą kreskę, jaką szkicuje postacie pierwszo i drugoplanowe, pewne stereotypowe być może motyw poczynań zbrodniarzy i detektywów.

Przypominam, te książki mają bawić, a nie służyć za przewodniki po egzystencjalnych labiryntach bohaterów.

Jedyny zarzut, jaki mogę postawić trzem kolejnym tomom jest raczej śmieszny. Zaczynają drażnić mnie kryminały, w których motywy zbrodni kryją się w głębokiej przeszłości, zaprzeszłości świata przedstawionego - takim terminem wymyślonym ad hoc się posłużę.

U naszej autorki pierwsza zbrodnia dojrzewa przez kilkanaście lat, morderstwa w drugim tomie tkwią korzeniami kilkadziesiąt lat wcześniej, trzeci tom ubarwiają retrospekcje sprzed II wojny światowej...

Jak tak dalej pójdzie zaczniemy szukać motywów morderstw opisanych przez panią Läckberg w epoce brązu.

2 komentarze:

  1. Bo on mojego pra pra pra walnął maczugą i upozorował atak mamuta! :-)

    A serio - z jakiegoś powodu nie przeczytałem w życiu ani jednego skandynawskiego kryminału. 'Millenium' znam z ekranizacji (tej szwedzkiej, rewelacyjnej, swoją drogą - wysokiej pod stratosferę poprzeczki dla Finchera). Ale - sztampowych detektywów z problemami lubię. Lubię, jak się upiją, jak później mają kaca i moralniaka, jak są sponiewierani przez życie na różne sposoby i jak sami poniewierają tych, co się w złym momencie napatoczą. jakoś do mnie trafiają tacy śledczy.
    I drugie ale: Raz do mnie trafił 'normalny' bohater kryminalnej powieści i to trafił właśnie dzięki swojej normalności. Gdybym się z nim wybrał na piwo, myślę, że miło by się nam rozmawiało. Mam na myśli prokuratora Szackiego ze świetnego 'Uwikłania' Zygmunta Miłoszewskiego. Co Ci się może nie spodobać, to... zaprzeszłe motywy zbrodni. Ale i tak polecam. Dylematy pokrewne tym bieliźnianym, o których piszesz tez są.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to całe MILLENIUM muszę przeczekać chyba. Jak wszyscy się zachwycają, to ja się czuję zmobilizowany do zachwytu, a nie lubię tego stanu.

    Dzięki za wytrwałe komentowanie. To ważne, bo w sumie ten blog to tak sobie a muzom tworzony...

    pzdr serdecznie!

    OdpowiedzUsuń