środa, 6 czerwca 2012

Podobno szczęścia nie dają, czyli "Pieniądze" Casado

Zacznę z przytupem. Rok 1887. Jan Kasprowicz wydaje cykl czterdziestu sonetów pod wspólnym tytułem "Z chałupy." Zbiór to dość niezwykły, bo na tle kształtujących się nurtów modernistycznych (dekadentyzm, oderwany od rzeczywistości symbolizm etc.)w bardzo dosłowny, naturalistyczny wręcz sposób, ujawnia bolesną prawdę o polskiej wsi schyłku XIX wieku.

Bieda. Wyzysk. Wegetacja. Ludzkie wraki snują się między zagrodami. Chude krowy nie dają mleka. Jałowa ziemia nie rodzi niczego prócz chwastów. Żebranie staje się jedynym sposobem, by utrzymać siebie i rodzinę. Wieś raz na zawsze traci swój fałszywy sielankowy urok, jaki wymówili nam Kochanowski pospołu z romantykami, widzącymi w prowincji nieskażoną zepsuciem przestrzeń kulturotwórczą.

U Kasprowicza dramat goni dramat. Przykład trzynasty z brzegu:

XIII

Pierwsze lata, kiedy się pobrali,
Szczęście kwitło jak w polu makówki,
Mieli chatę, szkapsko i dwie krówki,
Byli młodzi - siali i sprzątali...

Ale potem - niech się Bóg pożali...
Ciężkie zimy i ciężkie przednówki
I w pierzynie wciąż liczniejsze główki -
Poszło bydło, chata i tak dalej.

Dziś, jak dzieje się zwykle z tą sprawą,
Kiedy kłopot zagnieździ się w łoże,
Kiedy bieda pochwyci za szyję:

On zakończył w karczmisku pod ławą,
Dzieci w służbie, a ona, niebożę,
Od wsi do wsi, dziś żebrze i pije...


Oczywiście dziś komuś może pobrzmiewać to cepelią pachnącą naftaliną. Jednak nie dajmy się zbyt łatwo zwieść kostiumom, w jakich paradują owi nieszczęśnicy. Wszystko jest jak najbardziej realne i boleśnie wiarygodne.

Tym wiarygodniejsze, że podobne tony znajdziemy w tomie wierszy pt. "Pieniądze" autorstwa hiszpańskiego poety Pablo Garcii Casado. Tegorocznego laureata nagrody Europejski Poeta Wolności

Sewilla Wschodnia

To mężczyzna, który idzie sam przez osiedle. We wtorek rano, w porze,
gdy wszyscy pracują. Patrzy na swój telefon, sprawdza, czy dobrze
działa, czy ma zasięg i pełne baterie. Jeszcze może kontrolować sytuację.
To mężczyzna, który czeka na wiadomość, wyszedł z domu, bo musi
pomysleć, pomyśleć o czymś. Żona patrzy na niego z balkonu z dzieckiem
na rękach, pod koszulą piersi obwisłe od karmienia. Piersi kiedyś
wysmarowane brylantyną, szaleństwo w dyskotece, wszyscy ci faceci
i tylko ty, z tą twarzą ptaka. Chodź, zabiorę cię z tego piekła, robię trochę
w biznesie
. Ten sam mężczyzna, który dziś klęka przed bankomatem
i błaga, wybacz nam, Panie, wybacz.


"Pieniądze" biją na głowę większość poetyckiej dłubaniny, jaka ukazała się w tym roku w Polsce. W Polsce, gdzie główny nurt poezji, o której rozpisują się opiniotwórczy krytycy, szerokim łukiem omija nie tylko kwestie społeczne ale w ogóle rzeczywistość jako taką. Wszystko w naszej poezji musi unosić się w narcystyczno-onanistycznym sosie wybujałego "Ja mówiącego", które tak naprawdę nie mówi nikomu nic o niczym i nikogo nie interesują jego mamroty.

Casado natomiast miażdży realizmem, wyczuciem historycznej chwili, gdyż obserwując upadek własnego kraju, staje się tak naprawdę kronikarzem kończącego się nieudanego eksperymentu, jakim był (?) kapitalizm.

Jego wiersze, ostatnie zapisy z dziennika pokładowego tonącego państwa, układają się w panoramę losów ludzi, którzy zaufali kapitałowi, uwierzyli we własne szczęście, w dobrobyt, w niekończącą się fiestę, jaką miało być życie obywateli Zachodu...



Dziś zmuszani są do upokarzających gestów, słów, umów. Krążą w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy. Stale się dokształcają, chcąc uzbroić się w kolejne dyplomy, by ruszyć do walki o utrzymanie się na powierzchni społeczeństwa. Chwytają się sposobów, jakimi brzydzili się w czasach złudnej prosperity...

Zimne drzwi

Drzwi sobotniego poranka otwierają się na świat szlafroków i kapci,
psów, które ujadając, wybiegają na ulicę. Dzieci tłuką jakąś zabawkę,
zmęczone twarze odpowiadają proszę stąd odejść, nie chcemy niczego
kupować
. Oczy po drugiej stronie wizjera, oczy sąsiada. Ale są drzwi,
zza których czuć zapach kawy i słychać radio, prostą muzykę, piosenkę
o dobrych uczuciach. Chciałbyś tam wejść, rozpiąć guzik koszuli i zdjąć
krawat, usiąść razem do śniadania. Słyszysz, jak woda z prysznica uderza
o ciało. Ale te drzwi zamykają się tak samo jak inne, uprzejmie, ale na
dobre. Przykro nam, mamy już dużo książek.


Smutna to książka. Jedna z najbardziej przygnębiających i pozbawiających nadziei. Ale tego typu dławiący ton być może uświadomi komuś, na jak kruchych fundamentach budujemy nasze domy. I jak niewiele o życiu wiemy, gdy zignorujemy podstawowy fakt - pieniądze szczęście dają...

PS

Liczba bezrobotnych w Hiszpanii wzrosła w marcu o prawie 39 tys. i osiągnęła rekordowy poziom 4,75 mln. Według danych Eurostatu bezrobocie w tym kraju jest najwyższe w państwach UE i wynosi 23,6 proc.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz