środa, 8 sierpnia 2012

Nie o piłce i siedzeniu na kanapie pisze Nevo w "Do następnych mistrzostw"

Gdybym nazywał się Eshkol Nevo i zobaczyłbym polskie wydanie powieści „Do następnych mistrzostw”, najprawdopodobniej zawyłbym z rozpaczy. Na okładce bowiem czterech przystojnych facetów, obdarzonych urodą profesjonalnych modeli, budzi jednoznaczne skojarzenia ze średniej klasy serialem komediowym. A gdybym przeczytał słowa, którymi wabieni są potencjalni czytelnicy, okazałoby się, że napisałem książkę o czterech kanapowych kibicach, których jedyną motywacją do przyjaźnienia się jest wspólne oglądanie piłki nożnej!


Na szczęście izraelski autor stworzył świetną powieść, w której nie znajdziemy sitcomowego poczucia humoru i futbolowych smaczków, jakimi mogą delektować się tylko fanatycy tej dyscypliny.

Punktem wyjścia Nevo uczynił dość nośny koncept – czterech kumpli wspólnie oglądając kolejny finał Mistrzostw Świata w piłce nożnej, postanawia spisać na kartkach wizje tego, co chcą osiągnąć „do następnych mistrzostw” właśnie.


Jednak nie dajmy się zwieść pozornie przewidywalnej i biegnącej przed siebie intrydze.

Nevo nie układa narracji w sposób linearny. Wtapia w główny wątek liczne retrospekcje, pozwalające w pełni zrozumieć motywy i decyzje bohaterów. Mimo tego, że poszczególnych wydarzeń przewidzieć się nie da, mamy wrażenie, że całość jest tak prawdopodobna jak samo życie, w którego strukturach wciąż tkwimy. I mimo, że rozwiązanie całości jest co najmniej nieoczekiwane, Nevo również wtedy nie przestaje brzmieć czysto i wiarygodnie.

Tłem powieści czyni współczesny Izrael. Kraj targany konfliktem z Palestyńczykami, nękany zamachami bombowymi, żyjący w cieniu wojny, której ofiarami w jakimś stopniu są wszyscy bohaterowie. Te poważne kwestie wypływają od czasu do czasu na pierwszy plan, czyniąc z książki dość mocny argument na rzecz pacyfizmu.

Jednak autor skupia się nade wszystko na uczuciu, jakie łączy czwórkę młodych mężczyzn. I na szczęście nie fetyszyzuje ich przyjaźni, bo obok niemal sielankowych obrazków z życia młodych ludzi, pojawiają się poważne pytania. Czy można zaprzyjaźnić z kimś nowym, gdy skończyło się szkołę, pracuje zawodowo, a czas dzieli pomiędzy etatem a rodziną? Czy przyjaźń trwa wiecznie? A może po prostu rozrzedza się pod wpływem obowiązków dorosłości? Na szczęście nie padają proste i jednoznaczne odpowiedzi.

„Do następnych mistrzostw” to powieść mądra i lekka jednocześnie, miejscami bardzo zabawna, tchnąca optymizmem i uroczym, nieco staroświeckim, idealizmem. Jednak roztacza przedziwną melancholijną aurę. Obserwujemy bowiem zmierzch młodości i jej szaleństw. Koniec pięknej ery włóczenia się bez celu, podrygiwania na koncertach i bezkarnego flirtowania z dziewczynami. Nasi bohaterowie powoli pogrążają się w półmroku dojrzałości, gdzie już czekają na nich rodziny, które sami założyli lub wkrótce założą.

Polecam gorąco! Mimo fatalnej okładki...

Recenzja ukazała się pierwotnie na stronach portalu LubimyCzytać w dniu 8 sierpnia 2012 roku.

6 komentarzy:

  1. Brzmi zachęcająco.
    Do tego Twoja recenzja jest dla mnie do bólu na czasie, że się tak wyrażę. Taki zbieg okoliczności...
    Bo sam sobie ostatnio zadaję pytania odnośnie przyjaźni - dokładnie takie, o jakich piszesz. Trudno się przyjaźnić tak samo jak kiedyś, kiedy się ma właśnie rodzinę, pracę i całą resztę tego wszystkiego, czego kiedyś nie było. Nie jest to proste, za to czasem jest bolesne (te trudności znaczy).
    No i - czy można się zaprzyjaźnić na pewnym etapie życia? Nie wiem, głowy nie dam, ale coś mi się wydaje, że w pewnym wieku, to można co najwyżej dorobić się nowych kumpli. Bo właśnie nie ma czasu i możliwości na takie budowanie przyjaźni, na jakie można było sobie pozwolić kiedyś. I jeśli dzisiejszą przyjaźń budowało się przez dziesięć lat, to w obecnych warunkach musiało by to potrwać ze czterdzieści...
    Oj, pewnie wyszło chaotycznie, ale jak wspomniałem - trafiłeś z postem w czas i tak mnie naszło na refleksje...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja, drogi Marcinie, wciąż ten temat obmacuję. Najpierw wyjazd z rodzinnego miasta (paru kumpli out!), potem koniec studiów (dwóch kumpli out!), potem założenie rodziny i coraz mniej czasu na podlewanie przyjaźni z ostatnim i... się skończyło.

    Nie mam nikogo.

    Mam rodzinę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie to jakoś dołuje. Rodzina - wiadomo, nie do zastąpienia, nie do przecenienia i w ogóle najważniejsza, ale nie da się ukryć, że z kumplem można pogadać jak z nikim innym, nie da się tego zastąpić. A czasem jest to potrzebne dla psychicznego zdrowia...

    OdpowiedzUsuń
  4. A z kim ma człowiek oglądać kolejne "Piątki trzynastego" lub inne dzieła klasy B i C?

    Z moją Żoną odpada.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z pewnych źródeł wiem, że Eshkol Nevo zaakceptował i okładkę, i tekst...

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż, bywa...

    Dla mnie jest zbyt dosłowna, zbyt wprost, za bardzo ... pod masowego odbiorcę.

    Ale dzięki za przeciek.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń