wtorek, 21 sierpnia 2012

To tylko seks w "Norwegian wood" Murakamiego

Onanizm, przypadkowe stosunki z pijanymi dziewczynami, wymiana partnerek, kino porno, seks sadomasochistyczny, homoerotyczne molestowanie, miłość francuska, wreszcie zwykłe, klasyczne akty damsko-męskie…

Nie, to nie opis produktów markiza de Sade’a, to ścieżki, jakimi wiodą swoją seksualność bohaterowie powieści Murakamiego pt „Norwegian Wood.”

Powieści, którą można przeczytać na wielu różnych piętrach – albo jako prostą historię miłosną, albo jako pean ku czci lat 60 i młodości jako takiej, albo jako swoistą antytezę bajań o miłości romantycznej, albo jako wyprawę w mrok duszy Japończyków. Każde odczytanie da nam dużo satysfakcji – książka to świetna, niejednoznaczna i przeszyta na wskroś mnogością metafor i symboli.

Jednak najbardziej rzucającą się w oczy kwestią zdaje się być przywołana na początku seksualność. Opisy seksu, jego odmian, barw, wibracji, zajmują sporą część utworu. Opisy chłodne, zdystansowane, pozbawione ozdobników, budzących śmieszność porównań, niezgrabności. U Murakamiego wszystko jest „na wierzchu” – spokojny naturalizm z powodzeniem zastąpił rozwodnione westchnienia.

Bohaterowie zazwyczaj bez skrępowania szafują intymnością, urzeczywistniają fantazje, chwalą się obsesjami, krzyczą o swoich najwstydliwszych sekretach. Seksualności nie chroni/ogranicza szczelny parawan pruderii, dobrego wychowania etc.

Murakami daje ludziom Zachodu dość ciekawą lekcję. Seks w naszej kulturze istnieje najczęściej jako afirmacja jakiejś rzeczywistości lub jako coś zgoła odmiennego – seks neguje. Afirmujemy, gdy zbliżamy się do siebie po miesiącach (latach?) budowania związku. Gdy każdorazowo pieczętujemy ten związek kolejnymi zbliżeniami. Gdy pragniemy bliskości po czasie rozłąki. Gdy, co oczywiste, chcemy spłodzić potomstwo. Seks staje się symbolem zgody na to, kim i z kim jesteśmy.

Natomiast seks zdumiewająco często staje się bronią w ideologicznej walce ze skostniałymi instytucjami społecznymi – z Religią, Ustrojem, Filozofią etc. Czyli kochamy się PRZECIWKO czemuś. Czym była tzw. wolna miłość, jeśli nie policzkiem wymierzonym w instytucję tradycyjnie rozumianego małżeństwa? Czyli nawet największa rozpusta, obscena, plugastwo związana z tą sferą naszej aktywności istnieje JEDYNIE w kontekście pewnej normy, względem której się sytuują.

„Norwegian wood” pokazuje nam seks jako czynność neutralną – niczym w zasadzie nie różni się od jedzenia, picia, czytania książek czy słuchania płyt. Jedne potrawy smakują, inne nie. Ten drink, a nie tamten. Ta książka mnie znudziła, tamta zaostrzyła apetyt na kolejne pozycje (nomen omen) autora. Seks to tylko seks. Nic więcej. Nie cementuje, nie burzy. Nie kończy niczego, niczego nie zaczyna.


Zresztą nic u japońskiego autora nie wywołuje głębszych namiętności – książki lub płyty, z jakimi obcuje młody bohater powieści, są w zasadzie TYLKO wymienione jako kolejne odkrycia, ścieżki dźwiękowe snującej się leniwie młodości. Niewiele więcej.
Jeżeli cokolwiek na dłużej zatrzymuje bohatera to tytułowa piosenka Beatlesów, ale dzieje się to tylko dlatego, że łączy się ona z dość traumatycznymi wydarzeniami.
Jeszcze dwa dopiski znalazły się na marginesie mojego ebooka ;-)

Murakami ładnie pokazuje opozycję normalność-nienormalność. Jednak mnie nie obchodziła ta kwestia w kontekście chorób psychicznych, zawirowań emocjonalnych, którym Autor poświęca dużo miejsca. Bohater utworu, który ma się za „normalnego”, szuka innych „normalnych” – „nienormalni” to… bogacze, arystokraci, uczniowie elitarnych szkół i uniwersytetów, klienci ekskluzywnych hoteli i restauracji…

Nie ma z nimi o czym rozmawiać, powtarza bohater, czym potwierdza moje uczucia, jakimi darzę wyżej wymienionych.

Druga rzecz to poczucie humoru – mimo poważnego, momentami niemal posępnego klimatu, Murakami serwuje nam subtelne, ironiczne, delikatne żarty. Zdarzało mi się wybuchać śmiechem, choć za chwilę mroził mnie kolejny meander fabuły.

PS
Jedna z bohaterek ma na imię Naoko. Murakami zapewne tego nie wiedział, ale mamy w naszym pięknym kraju dość czerstwy żarcik o tym, że „na oko to chłop w szpitalu umarł.”

To dodatkowy plusik, jaki zapisuję na koncie tej doskonałej książki.


7 komentarzy:

  1. Nie tylko o seksie, ale o przemocy, torturach itp. pisze w podobnym chłodnym tonie. Jakby tak cierpliwie wszystko opisywał krok po kroku. Zresztą wszystkie jego powieści się tak powoli toczą. Dobrze się to czyta.
    NW jeszcze przede mną. Mam wydanie biedronkowe i literaki są za maleńkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Goraco polecam tę powieść.

      A ja, paradoksalnie, z Japończykiem dam sobie spokój na jakiś czas - nie chcę zepsuć dobrego wrażenia, jaki na mnie zrobił.

      pzdr ciepło

      Usuń
  2. Faktycznie, niesamowite ;)
    Wy, faceci, to tylko o seksie! Przecież w tej książce było jeszcze wiele innych tematów przewodnich, takich jak przemijanie czy zastanawianie się nad własnym ,,ja". ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, nie tylko o seksie, ale przeglądając recenzje tej powieści wszelkie "ochy" i "achy" budziły wymienione przez Ciebie tematy. Ja uderzyłem z innej strony - i, nieskromnym będąc, chyba dość oryginalnie.

      pzdr

      Usuń
  3. Zachęciłeś!
    Do tej pory znam Murakamiego tylko z '1Q84'. Książka zrobiła wrażenie swoim niesamowitym klimatem, zatartymi granicami między rzeczywistością a... inną rzeczywistością.
    Książka, o której piszesz również zapowiada się ciekawie. Postaram się sięgnąć, gdy już nadrobię zaległości :-)
    A co do sposobu pisania o seksie, który zaprezentowałeś... Chyba takie podejście - nienacechowane ani ujemnie, ani dodatnio, nie będące wyrazem czegoś ani nie stojące w opozycji, paradoksalnie właśnie jest opozycyjne. Burzy nasz sposób myślenia, który seks określa jako coś dużo ważniejszego, niż po prostu zaspokajanie potrzeby.
    Przypominają mi się tu dyskusje na temat 'Californication' - tam też kontrowersje brały się stąd, że bohaterowie po prostu seksem się cieszą, nie wiąże on ich żadnym (nie daj boże dozgonnym) zobowiązaniem. Ciągle jeszcze nie myślimy w ten sposób (nie oceniam, czy to dobrze, czy źle). Czyli inne podejście - pokazanie, że seks jest neutralny - samo neutralnym już nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że zachęciłem. Powieść ta jest z nurtu "normalnych", ale ma i tak co jakiś czas osuwa się w coś, co nazwałbym "realistycznym snem."

      Dobra, dobra książka.

      A co do seksu i jego normatywności - piętrzymy określenia, antynomie, badamy (nie)typowość etc.

      Dla mnie jedno jest pewne - w tej książce seks jest...czymś, co się ma, gdy się czuje potrzebę. Gdy Wenus pali, szuka się dziewczyny, która pomoże - w taki lub inny sposób. I zero wyrazistych wyrzutów sumienia. W tej grze liczą się tylko dolne partie ciała.

      Usuń
    2. Ok - tyle, jeśli chodzi o historię, o to, jak o seksie opowiada autor. Pytanie - dlaczego tak opowiada? I to już, jak mawiał jeden z moich profesorów, nie jest takie niewinne. Bo taki sposób opowiadania właśnie ma coś na celu, burzy schemat myślenia. Co oczywiście jest dobre samo w sobie, niezależnie od tego, co kto myśli o niezobowiązującym seksie :-)

      Usuń