Życie na żywo, czyli "Na dzień dzisiejszy i chwilę obecną" Jarniewicza

To czas – ani linearny, gdy wydarzenia pędzą przed siebie, nie zostawiając jeńców, nie biorąc zakładników, ani cykliczny, budujący pewność istnienia kolejnych szans, wiecznych powrotów - jest prawdziwym bohaterem najnowszego tomu Jerzego Jarniewicza. Czas widziany jako seria izolowanych epizodów, które nakładają się na siebie, przetasowują, powtarzają w przypadkowych konfiguracjach.

Poeta jawi się jako kronikarz świata, za którym notorycznie nie nadążamy. Teraźniejszość nie istnieje – zdaje się mówić autor. Jest ona sprowadzona do migotliwych obserwacji, przelotnych faktów, które wciąż i wciąż spopielają się na naszych oczach i odchodzą (ponoć) bezpowrotnie w przeszłość.

Chwila obecna trwa tyle, ile przetrwają w pamięci bohaterowie naszych afer, aren, anegdot, jakimi przerzucamy się w towarzystwie, a które błyskawicznie tracą przydatność do spożycia. Stąd tomik, solidnie potrząśnięty, zagrzechocze nazwiskami, o których za rok nikt nie będzie pamiętał, tytułami książek, jakie wkrótce trafią na stragany z przecenioną literaturą, nazwami własnymi gadżetów, na które czekają już pęczniejące wysypiska śmieci.

Zaś sam bohater liryczny to postać zanurzona w tym kłębowisku informacji, więc każdą próbę kontemplacji świata musi skazić jakieś skojarzenie z medialnymi doniesieniami, odwołanie do kultury mniej lub bardziej popularnej, aluzja, za pomocą której bezbłędnie umiejscowimy przestrzeń liryczną tych wierszy – to Polska, lata 2000.



Językowo Jarniewicz kontynuuje zwycięski marsz, na trasie którego jego poezja wchłania kolejne klisze językowe, szlagworty i konstruuje z nich raz zjadliwy obraz naszej rzeczywistości, a innym razem niespotykanie czuły portret bliskich sobie osób. Nasze miłosne wzloty i nasze ekonomiczne upadki. Stadionowe emocje i kameralne kontemplacje. Taką rozpiętość proponuje nam tomik „Na dzień dzisiejszy i chwilę obecną.”

Szczęśliwie dla czytelnika poeta nie zapędza nikogo w hermetycznie szczelny labirynt znaczeń. Ścieżki wierszy, jakimi kroczymy, wiją się, kluczą, krzyżują się z sobą, ale nigdy nie tracimy z oczu szlaku. Ten tomik to jasny punkt orientacyjny dla każdego, kto chciałby zmierzyć się z wyzwaniami, jakie stawia przed czytelnikiem współczesna poezja.


Recenzja ukazała się pierwotnie 14 listopada 2012 roku na łamach portalu lubimyczytać.pl

Komentarze

Popularne posty