poniedziałek, 11 lutego 2013

Soft science fiction, czyli "Przed nami Kasjopeja" Kolendo


Oglądając stare klasyczne (lata 1966-69) odcinki serialu s-f „Star Trek”, nikt nie zastanawia się, na jakiej zasadzie działają fazery, którymi załoga obezwładnia co bardziej opornych mieszkańców wszechświata. Niewielu chyba myśli, jakim cudem nasi bohaterowie teleportują się z pokładu „Enterprise’a” na powierzchnię dowolnej planety, i nazad. Jak to możliwe, że kosmos zaludniają tak przedziwne i wysublimowane formy życia, skoro wokół nas głucha cisza i radioteleskopy niczego nie wychwytują.

„Star Trek” wpasowuje się w baśniową (jak chciałby pewnie Roger Caillois, francuski badacz literatury) konwencję, w której nikt nie zadaje sobie pytań o naturę cudowności (w naszym przypadku niezwykłych wynalazków, obcych cywilizacji etc.). Wszystko jest tak naturalne jak kot chodzący w butach z kanonicznej baśni Charlesa Perrault, też Francuza.

Tak sobie mądrze pomyślałem, gdy kończyłem czytać zbiór opowiadań Jerzego Jana Kolendo „Przed nami Kasjopeja.” Wydana w 1988 roku książka opisuje podróż statku międzygwiezdnego „Grawitor”, który pokonuje (z szybkością podświetlną, cokolwiek to znaczy…) przestrzeń międzygwiezdną w poszukiwaniu sygnałów wysyłanych przez inteligentne istoty. Istoty zamieszkujących tytułowy układ Kasjopei…

Książka ta to kamień obrazy dla zwolenników hard science-fiction. Nic, absolutnie nic, nie zostaje wyjaśnione w taki sposób, by zadowolić co bardziej dociekliwych czytelników. Jak to możliwe, że załoga w niezmienionym składzie pokonuje takie hektary wszechświata? Że nikt się nie starzeje? Hibernacja członków załogi jest równie prosta, co mycie zębów? Mogę mnożyć wątpliwości i z ołówkiem w ręku podkreślać zgrzytające z punktu widzenia nauki fragmenty. Jednak tego nie robię…



Spodobały mi się te opowieści – przewidywalne, proste, przywołujące stare dobre czasy hartowania się gatunku, gdy Kosmos i rządzące nim prawa były terenem, na którym kwitły wszelkie najbardziej nawet naiwne wizje. Wszechświat był bogatym i egzotycznym terytorium, świeżą jeszcze wtedy dekoracją, na tle której rozgrywały się stare jak ludzkość dramaty.

Kolando był chyba tego świadomy, gdy kazał mierzyć się swoim dzielnym bohaterom z takimi problemami jak samotność, strach w obliczu nieznanego, tęsknota, zło rzeźbiące nas od zewnątrz… Nic nowego pod słońcem lub inną gwiazdą.

Wysoko oceniam tę rzecz jasna zapomnianą książkę. Dziś już nikt tak nie pisze. Ale właśnie dlatego jest to rzecz unikalna. Tchnącą przedziwnym optymizmem i wiarą w sens eksploracji Nieznanego i Nienazwanego.

Jednak gdyby dzisiaj jakiś szalony wydawca wrzucił w odmęty rynku wznowienie tego zbioru, moglibyśmy spodziewać się małego skandalu. W najlepszym chyba opowiadaniu pt. „Sprawa Alice” mąż tytułowej bohaterki okłada ją pasem, gdyż słusznie podejrzewa, że ta planuje jakąś paskudną zbrodnię, flirtuje z członkami załogi i generalnie taka kosmiczna Lady Makbet z niej jest.

W sumie chłop słusznie podejrzewa, że coś tu brzydko pachnie, ale w naszych czasach tego typu „przemoc domowa” pobrzmiewa nielichą patologią. Cóż, może w przyszłości właśnie przy pomocy paska wybijać się będzie kobietom głupie myśli z głowy…

9 komentarzy:

  1. Wygrzebujesz takie rzeczy, co to wiem, że czytałam, ale ani ułamka treści nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki!

      Ja wygrzebuję, bo mam całkiem realny i baaaaardzo ambitny plan przeczytać większość tego, co powstało "w fantastyce" w latach PRL-u.

      pzdr ciepło!

      Usuń
    2. A skąd bierzesz książki? Z biblioteki czy z półki własnej? Czy też kupujesz?

      Usuń
    3. mam dwie gminne biblioteki zaopatrzone w starocie niezwykłe. Dla niektórych to rzecz jasna niezła siara, że zamiast dzisiejszej fantastyki tam się kłębią jakieś antyki, ale ja się cieszę jak dziecko.

      No i sam sobie troszkę kupuję. Tu dowód:

      http://www.oslofrancja.blogspot.com/2013/01/moj-projekt-moj-stosik.html

      pzdr

      Usuń
    4. O, Zajdla tam widzę! Nie chcesz się wymienić może? Mam kilka antologii "Spotkanie w przestworzach" albo "Dira necessitas"... :)

      Usuń
    5. Jestem otwarty na propozycje!

      ;-)

      pzdr

      Usuń
  2. Jak miło! To ja w wolnym czasie zrobię krótki spis, co bym mogła Ci zaoferować i podeślę. Polskie i PRL ma być, tak?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytalem jako dzieciak, ksiazka super, teraz takich nikt nie pisze
    Michal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A szkoda, prawda? Doskonała lektura. Pozdrawiam.

      Usuń