sobota, 16 lutego 2013

Towarzystwo krzewienia kultury świeckiej, czyli "Ósmy krąg piekieł" Borunia

Moja wysoka ocena tej książki wynika zapewne z faktu, że odczytałem ją KOMPLETNIE INACZEJ niż życzyłby sobie tego Autor. Wyciągnąłem odwrotne wnioski. Poszedłem w stronę, którą Boruń starał się zdyskredytować, momentami nawet ośmieszyć. I ten spacer okazał się niezwykle ożywczy, gdyż okazało się, w jak dziwnych kontekstach mogła powstawać polska literatura s-f czasów Polski Rzeczpospolitej Ludowej.

Od początku zatem. Powieść uruchamia stary motyw podróży w czasie, robi to jednak "na odwyrtkę", czyli to osobnik wyrwany z mroków wieków średnich (ponury, zapalczywy inkwizytor) ląduje za sprawą manipulacji kosmitów w Polsce XXI wieku. 

Autor raczej skąpi nam szczegółów owej podróży w czasie, gdyż interesuje go coś innego - jak świadomość osoby urodzonej i ukształtowanej pod słońcem teocentryzmu odnajdzie się w wybitnie zeświecczonej, nowoczesnej, dostatniej krainie. Jak srogi inkwizytor, który bez mrugnięcia okiem wysyłał ludzi na stosy, poradzi sobie w obcych sobie realiach.

Nie odnajdzie się - z góry uprzedzam. Nie poradzi sobie. Biedny gość z otchłani czasu co i rusz odkrywa kolejne bulwersujące szczegóły obyczajowe XXI wieku - ludzie się nie modlą, rzadko kto wierzy w Boga, plażują w lubieżnych strojach kąpielowych, maszyny panoszą się wszędzie etc. Nawet kontakty z początkowo przyjaznymi mu naukowcami lub zwykłymi śmiertelnikami kończą się bolesnymi nieporozumieniami. 


Typowe rozrywki praktykujących katolików


Groza i tytułowe piekło. To otacza głównego bohatera. Tak właśnie widzi on rzeczywistość, a uprowadzenie przez kosmitów odczytuje jako próbę wiary, jaką zafundował mu sam Stwórca. 

Ech...

Z "Ósmego kręgu piekieł" mogłaby powstać całkiem niezła analiza umysłu osoby owładniętej manią religijną. Kogoś, kto wszędzie zawsze widzi tajemne sygnały pochodzące od Istot Wyższych. Czyta symbole, szuka ukrytych sensów tam, gdzie ich nie ma. Boruń jednak nie pożenił powieści psychologicznej z fantastyką, gdyż książka ta brzmi jak broszurka organizacji, której rozkwit pamiętają właśnie czasy PRL-u. 

"Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej." Tak, istniało coś takiego, a pomiędzy wieloma założeniami ideowymi czytamy o takich dwóch celach: 

"rozwój przekonań i postaw współczesnego człowieka – wolnego od mitów i złudzeń religijnych, walczącego aktywnie o zwycięstwo ideałów socjalistycznego humanizmu";

"pogłębianie ogólnodemokratycznych, laickich zasad współżycia społecznego: zasady prywatności religii, rozdziału Kościoła od instytucji świeckich, wolności sumienia i wyznania oraz tolerancji."

Miałem dość nieprzyjemne wrażenie, że Autor doszczętnie zaprzedał się ślepej wierze w dobroczynne skutki istnienia cywilizacji, z której usunięto wszelkie objawy religijności. A ją samą zamknięto w kościołach lub w sferze niegroźnego hobby. Czy tak właśnie Partia wyobrażała sobie miejsce w społeczeństwie ludzi wierzących i praktykujących? Bardzo prawdopodobne. 

Sam finał powieści, gdy inkwizytor odkrywa swoją prawdziwą naturę gwałtownika i sadysty, by potem zrozumieć, jaką krzywdę wyrządził bliskiej osobie, brzmi już groźnie. 

Cóż nam bowiem mówi Boruń? Uważajcie na tych, którzy wierzą w te wszystkie zabobony o Bogu! 

(Ta przestroga brzmi dziś zgoła inaczej - uważajcie na tych, którzy wierzą w potęgę czystego rozumu i intelektu.)

"Ósmy krąg piekieł" jest więc smutnym (ale i wzorcowym) przykładem literatury tendencyjnej ubranej w kostium powieści science-fiction. Pod płaszczem przygodowej konwencji przemycano brzydko brzmiącą propagandę. Pod pozorem walki z ciemnotą, zacofaniem i zaściankiem, ścierano się z duchowością, tajemnicą i niejednoznacznością świata, którego taka postać nie mieściła się w głowach materialistów z kręgów wyżej opisanego Towarzystwa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz