sobota, 15 czerwca 2013

Dawne normy nie mają tu zastosowania, czyli „Koniec dzieciństwa” Clarke’a

Dlaczego Arthur C. Clarke? Dlaczego właśnie „Koniec dzieciństwa” powinien być jedną z pierwszych powieści fantastyczno-naukowych, jakie trzeba przeczytać, poznając klasykę gatunku? Powieść wydana w 1953 roku imponuje, zaskakuje i prowadzi labiryntem rozwiązań fabularnych, których spodziewać się nijak nie możemy.

Początek książki nie brzmi zbyt zachęcająco, przynajmniej dla kogoś, kto nosi w sobie jakiekolwiek pojęcie o historii i historii samego gatunku. Ekspozycja, która otwiera przed nami wizję walki Dwóch Bloków (kapitalizmu i komunizmu, a jakże…), może budzić słuszne obawy – oho, myślimy, Clarke popłynie dawno wyschniętym kanałem zimnowojennych fascynacji, jakie dość często zapładniały amerykańskich autorów. Będziemy czytali o atomowym klinczu, w jakim zwarły się Mocarstwa, o wyścigu zbrojeń, przespacerujemy się po postapokaliptycznym parku, gdzie zmutowane promieniowaniem kaczki będą jadły rzucane przez ludzi kawałki suchego zmutowanego chleba.

Clarke dostawia kolejne zabawki – Ziemię przejmują pod swoją kuratelę potężni Zwierzchnicy, którzy narzucając swoją „dobrą wolę”, w błyskawicznym tempie zaprowadzają na naszej planecie porządek. Wojny się kończą, rządy totalitarne upadają, a ludzkość uwolniona ze swoich ograniczeń szybko odkrywa, że w sumie dobrze jest nie wydawać kolosalnych sum na zbrojenia, tylko w spokoju wieść bezrefleksyjne życie. Sami Zwierzchnicy schodzą na ziemię i powoli przyzwyczajają do siebie tubylców…



Do tej pory brzmi to konwencjonalnie, prawda? – świat, jak to często u klasyków s-f bywa, wyprano z religii, rozum wyrugował z rzeczywistości duchowość, nauka stara się odpowiadać na fundamentalne pytania, sprytnie usuwając w cień drażliwe kwestie sensu samego życia, które toczy się spokojnie w cieniu nie dającej się odroczyć śmierci…

I powoli, w sposób kompletnie nieprzewidywalny, wkrada się w tę rzeczywistość nieoczywistość. Budząca grozę wizja CAŁKOWITEJ OBCOŚCI – dzieci kolejnego pokolenia Ziemian wydają się być inne, groźne, nieoswojone. W ich na pierwszy rzut oka ciepłych i bliskich rodzicom ciałkach już buzuje coś, czego nikt i nic nie jest w stanie zrozumieć.

Nie ma chyba potrzeby opowiadać ze szczegółami, jakimi fabularnymi zawijasami raczy nas Clarke. Jest ich sporo i za każdym razem dają czytelnikowi sporą satysfakcję. Ważniejsze jest chyba coś, co Autorowi udało się jakby przypadkiem. Wizja końca nie tylko naszej cywilizacji czy gatunku, ale przede wszystkim samej Ziemi, nie ma chyba sobie równych w literaturze XX wieku. To prawdziwie wysokooktanowa dawka poezji spod ręki klasyka wydawać by się mogło pulpowego gatunku. Amerykański Autor nasycił ostatnie strony „Końca dzieciństwa” takim smutkiem, spokojną rezygnacją, gorzką melancholią, jakby każdy akapit zamykała łza zamiast kropki.

Brzmi pretensjonalnie? To spróbujcie wcielić się w ostatniego żyjącego człowieka, któremu jest dana wątpliwa przyjemność obserwowania agonii rodzimej planety, a wtedy pogadamy…


Powieść jest doskonała, a jej początkowy kapitał, jakim była niewzruszona wiara w potęgę rozumu, zostaje rozsadzona przerażającą tajemnicą wszechświata, z którą nie może poradzić sobie ani ludzki, ani nieludzki umysł. 

5 komentarzy:

  1. Ta książka nieodparcie kojarzy mi się z twórczością James Tiptree, pomijając oczywiście seksualność, bo z tego co pamiętam, to w książkach Clarke'a nie ma jej za grosz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt, Clarke był niezłym purytaninem. Chociaż to książka z 1953 roku. Ja nie wiem, czy można wtedy było pocałunek w kinie pokazać...

      pzdr

      Usuń
  2. Robi wrażenie. Tej książki Clarke'a nie znam, ale już chcę poznać. Ta melancholia mnie przyciąga, sporo jej było też w "Ostatnim brzegu", tam też mi się to podobało.

    O ile koniec świata może się komukolwiek podobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja zawsze się boję, że za bardzo chwalę lub ganię coś, a potem ktoś mi mówi, że zawyżyłem lub nie doważyłem...

      Tak więc ostrożnie z tym Clarkiem, może ja się po prostu zachwycam na wyrost.

      Ale nie wydaje mi się.

      ;-)

      pzdr

      Usuń
    2. Spokojnie. Doszłam do takiego etapu czytelniczego życia, że jak coś mi nie halo we właśnie czytanej lekturze, to bez żalu odkładam. A zerknąć zerknę na pewno.

      Usuń