sobota, 12 października 2013

Takie sobie przyjemności staropanieństwa, czyli "Ostatni eksperyment" Iwanowej

Gdy trafia się w lokalnej bibliotece na książkę, której nikt przed nami nie czytał, mamy przedziwne wrażenie - depczemy po niemal bezludnej wyspie, czytamy znaki zostawione przez autora, by wysłać w świat relacje z terra incognita. Bywalcy bibliotek z reguły kursują do półki z napisem NOWOŚCI, a ja chwyciłem za starą zakurzoną książeczkę, nie powieść przecież, pt. "Ostatni eksperyment" autorstwa Julii Iwanowej. 

Serio, książki przede mną NIKT nie wypożyczył. W środku tkwiła wciąż archaiczna poszarzała karta biblioteczna, na której nie zapisano ŻADNEJ adnotacji. 

Stara panna.


(Wszystkie singielki przepraszam)


Sama opowieść jakoś nawet się broni. Początek jest nerwowy, szybko rośnie napięcie. Dzięki prostym trikom fabularnym Autorce udaje się błyskawicznie wprowadzić czytelnika w sam środek świata przedstawionego. Okazuje się, że oprócz naszej poczciwej Ziemi w kosmosie istnieje Ziemia Beta, zaludniona... No, zaludniona ludźmi, bo kim by innym? Nasi próbują zagadać z Tamtymi, ale Tamci nie mają ochoty, bo... No, po prostu nie mają ochoty, a przy okazji zestrzeliwują nasz statek kosmiczny, którym leciały kobiety, starcy i dzieci. Jedno więc wydaje się być pewne - nie będzie łatwo w przyszłości się dogadać, a przeprosiny i bombonierka "Merci" nie wystarczą, by zapomnieć o trudnych początkach znajomości.

Mamy zwrot, a w zasadzie gwałtowny przeskok - poznajemy główną bohaterkę, która jako starsza zgorzkniała właścicielka firmy oferującej eutanazję na życzenie, eutanazję w całkiem miłym anturażu dodajmy, snuje marzenia o wiecznej młodości. I dostaje od losu prezent - do jej firmy trafia młoda piękna kobieta, która pragnie popełnić bezbolesne samobójstwo. Nasza bohaterka dysponując maszyną do przeszczepiania tożsamości, uśmierca kwitnące dziewczę, a sama w jej ciało przenosi swą własną, przechodzoną już nieco osobowość.

Mało? Bohaterkę czekają spore problemy, bo jędrne i świeże ciałko to jedno, a drugie to fakt, że dziewczyna, której popełniono samobójstwo okazuje się być tajną agentką rozpracowującą pewnego iluzjonistę - obiekt zainteresowania służb specjalnych planety...

Książka oferuje sporo niespodzianek, wiele wiraży i ostrych zakrętów, na których prawdopodobieństwo tej historii omal się nie roztrzaskuje. Jednak nie jestem pewien, na ile Autorka z rozmysłem prowadziła czytelnika aż tak krętą ścieżką. Intuicja podpowiada mi, że być może sama nie do końca wiedziała, czym skończy się ta historia. Być może to jakiś egzotyczny owoc improwizacji, wolnej ręki, jaką dała sobie w momencie, gdy rozpisała kilka pierwszych scen? Nie wiem

Jednak ciepło myślę o tej książeczce - z reguły drażni mnie niemiłosiernie mieszanie rozważań o miłości (tak, "Ostatni eksperyment" to również specyficzna love story) i literatury s-f, jednak tym razem opanowałem nerwy i otrzymałem w nagrodę wcale niegłupią historię o odwadze, poświęceniu i człowieczeństwie...

Jak na skromniutką starą pannę, jej towarzystwo było całkiem przyjemne. Tylko bez podtekstów, proszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz