środa, 19 marca 2014

Czy Ratzinger czytuje literaturę s-f, czyli „Eksperyment terminalny” Sawyera

Lubię czytać książki, których „przyszłości” dożyłem. Lubię ten dziwny dreszcz przebiegający człowieka, gdy uświadomi sobie, że żyje w czasach, które dla sporej części autorów s-f były pograniczem, rubieżą i dalej nie chcieli zapędzać już swoich koni. 

Żyjąc w jakimś przedziwnym wiecznym TERAZ, nie zdajemy być może sobie sprawy z tego, że wciąż podbijamy przyszłość, która kiedyś wydawała się być domeną snów i przewidywań. Kiedyś, milion lat temu, myślałem licealistą będąc: „Na Jowisza! (ok. jako licealista używałem mniej wysublimowanych wyrazów zdumienia) I ja mam dożyć roku 2000?!

Aż tu nagle uświadamiam sobie, że żyję już 13 lat w XXI wieku i mam się raczej dobrze.

Wiem, rozważania te są banalne i wydaje mi się, że niepotrzebnie zawracam komukolwiek nimi gitarę, ale to w sumie dość zabawne, że ta właśnie kwestia „dożytej przyszłości” jako pierwsza zwróciła moja uwagę, gdy czytałem znakomitą powieść Roberta Sawyera pt „Eksperyment terminalny.”  

Powieść, która zdobyła Nebulę w roku 1995 opisuje rzeczywistość Anno Domini 2011 i otwiera przed czytelnikiem szeroki gościniec, po którym spacerują sobie w zgodzie elementy fabularne z różnych ekosystemów literackich. 


Głównego bohatera poznajemy, gdy ten asystując przy operacji pobierania organów z ciepłych jeszcze zwłok pewnego nieszczęśnika, zaczyna  zastanawiać się, gdzie przebiega granica, po przekroczeniu której człowiek jest definitywnie martwy. Taki martwy na śmierć.


Bohater nasz konstruuje więc urządzenie pozwalające precyzyjnie monitorować aktywność mózgów ludzi przechodzących na tamtą stronę. Uzbrojony w wyjątkowo czułe instrumenty stwierdza ze zdumieniem, że umierającego człowieka KAŻDORAZOWO opuszcza pewna...hmmm... energia (?), roboczo zwana "falą duszy." Odkrycie to rzecz jasna uruchamia lawinę konsekwencji: kościoły i związki wyznaniowe przeżywają swój renesans, firma gwarantująca klientom wspomaganą nanotechnologią nieśmiertelność nie może nadążyć z zamówieniami, bo nie wszyscy ludzie palą się do tego, by po śmierci spotkać się ze Stwórcą... 





Nieco gorsze wiadomości mamy dla radykalnych miłośników zwierząt - te duszy nie mają. (A szkoda, myślę sobie, wspominając mojego nieżyjącego od lat psa...)


Jednak "Eksperyment terminalny" to rasowa powieść, a nie opowiadanie, którego rdzeniem jest pomysł, jakiego nie trzeba rozwijać. Sawyer błyskawicznie uruchamia kolejne wątki, których istnienie wcześniej tylko delikatnie zasugerował. Pierwszoplanowe role zaczynają odgrywać wydawać by się mogło epizodyczne postacie, akcja znajduje punkty podparcia w miejscach, na które wcześniej nie zwrócilibyśmy uwagi. 


Jak w rasowym thrillerze, którym ta książka również jest, napięcie rośnie wraz z każdą przeczytaną stroną. Opowieść, którą podejrzewalibyśmy o nieco filozoficzno-teologiczne ciągoty, daje nam niespodziewanie dużą dawkę emocji - morderstwo jedno, drugie, płatny zabójca, kryzys małżeński, sztuczna inteligencja czyhająca na bezbronnych w konfrontacji z nią ludzi... Rzadko kiedy daje się związać bez strat własnych tyle wątków w jedną całość i nadać mu zawrotne tempo. 


I co chyba najcenniejsze - fabuła ani razu nie zostaje przesłonięta przez pomysł wyjściowy powieści, a sama powieść nie mogłaby zaistnieć w pełnym wymiarze bez tego właśnie pomysłu. Idealnie zachowana równowaga dwóch podstawowych składników s-f. 


Na deser zostawmy sobie bardziej subtelne kwestie - trzeźwe i mądre rozważania na temat tego, czy rzeczywiście w naszej przeszłości mieliśmy aż tyyyle różnych opcji do wyboru. Sawyer (w prawdzie głosem sztucznej świadomości) daje nam przewrotną odpowiedź, która każe nam zrewidować wszystko, czego być może jesteśmy pewni, myśląc o swoim życiu. 


PS


A co z tym Ratzingerem z tytułu postu? Posłuchajcie tego: 


Papież Benedykt XVI ogłosił dziś encyklikę potwierdzającą istnienie wewnątrz ludzi nieśmiertelnej, nadprzyrodzonej duszy. Ujawnił, że Papieski Komitet do spraw Nauki zajmuje się obecnie oceną dowodów związanych z odkryciem fali duszy.


Ktoś ma jeszcze wątpliwości, że literatura s-f widzi więcej? Przypominam - Ratzinger został Benedyktem XVI w 2005 roku. "Eksperyment terminalny" powstał dekadę wcześniej...


2 komentarze:

  1. Nie jestem i nigdy nie byłem fanem sf (może poza twórczością Kilgore'a Trouta). Ale Twoja recenzja mnie, nie powiem, zachęciła. Mam tylko nadzieję, że znajdę w mojej bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że tak miło piszesz. Na Allegro widziałem w okolicach 10 PLN (cena już z dostawą). Polecam.

      Usuń