środa, 6 lipca 2016

12 x Kasandra, czyli "Punkty zapalne" Borowczyka i Larka

Nikogo chyba nie trzeba specjalnie przekonywać, że na świecie dzieje się źle. Ilość przerażających, wstrząsających, wytrącających z równowagi lub w najlepszym razie przejmujących informacji rośnie z dnia na dzień, a dni, gdy nie docierają do nas informacje o zamachach, kryzysach i dramatach, skłonni jesteśmy uznać za szczęśliwe. Historia ewidentnie ruszyła do przodu. Sytuacja jest dynamiczna. Bez wątpienia żyjemy w ciekawych czasach.
Dzieląc to doświadczenie Jerzy Borowczyk i Michał Larek (dwaj badacze literatury związani z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu) skomponowali cykl dwunastu rozmów, które miały przybliżyć czytelnikom opinie znakomitych reporterów, dziennikarzy, polityków na temat stanu świata.

Czy dowiadujemy się z „Punktów zapalnych” czegoś nowego? I tak, i nie. Najatrakcyjniejsze partie tej książki opisują kulisy pracy reporterów wojennych, szpiegów, dziennikarzy wysyłanych na pierwszą linię frontu; wszędzie tam, gdzie pchane ku sobie masy ludzkie gotowe są zabić w imię religii, władzy, ideologii lub przestrzeni życiowej. Śmierć, o którą bohaterowie tej książki ocierali się zdecydowanie zbyt często, ogołociła ich z wrażliwości i pchnęła w otchłań zimnego profesjonalizmu. Mrożą krew w żyłach opisy nieszczęść, degeneracji i barbarzyństwa, które zilustrowano kilkoma celnymi zdjęciami, by te obiegły światowe media.
Ciekawie brzmią kwestie dotyczące roli dziennikarzy i fotoreporterów, którzy zbyt często są wykorzystywani do manipulowania opinią publiczną oraz rozważania dotyczące niejednoznacznej moralnie pracy szpiega.
Rozmówców udało się nakłonić nie tylko do odkrycia tajemnic własnych profesji. Dużą część książki stanowią mniej lub bardziej przekonujące analizy rzeczywistości – konfrontujemy się z teoriami na temat pochodzenia islamskiego terroryzmu, czytamy o błędach Stanów Zjednoczonych i Rosji, a nawet prowadzi się nas meandrami polskiej polityki. I, niestety, jest to słabszy element całości – jeżeli jesteśmy w stanie z zaciśniętymi zębami przetrwać histerycznie brzmiącego Wojciecha Tochmana, który wszędzie wietrzy unoszący się zapach potencjalnego ludobójstwa, to już gorzej sprawa wygląda w przypadku Ludwika Dorna, którego analizy rzeczywistości podszyte literackimi aluzjami zwyczajnie mogą nużyć każdego, kto nie interesuje się siermiężną polską polityką.
„Punkty zapalne” jednak nie do końca mnie przekonały. Nie dlatego, że mówiący w niej zawodowi przecież obserwatorzy świata grają na rozstrojonych instrumentach. Nie. Wybrana dwunastka z pełną odpowiedzialnością wypowiada się na zaproponowane im tematy, a czytelnik może podzielać lub odrzucać ich punkty widzenia. Problem polega na tym, że zebrane głosy stanowią niewielki wycinek pochodzący z przekrzykującego się tłumu rożnej maści analityków, specjalistów i dyżurnych mędrców. Nic nie utwierdza mnie w przekonaniu, że przepytywani przez Borowczyka i Larka wiedzą więcej i widzą dalej. Wszyscyśmy tak samo mądrzy, myślę sobie, zamykając tę książkę.
Jeżeli ktoś chce widzieć w „Punktach zapalnych” lekturę, którą umili sobie wakacyjną labę, gorzko się rozczaruje. Całość książki raczej przygnębia niż pociesza. Jeżeli zaś w czyimś wnętrzu przesiaduje miniaturowy Artur Schopenhauer, który wciąż powtarza, że wszyscy i tak umrzemy, wtedy książka ta idealnie wpasuje się w pesymistyczne nastroje.

Recenzja pierwotnie ukazała się na łamach portalu Lubimyczytać.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz