poniedziałek, 5 czerwca 2017

Więcej retro, mniej futuro, czyli "Amnezjak" Nowaka

Kiedy na czwartej stronie okładki zbioru opowiadań Jakuba Nowaka Amnezjak przeczytałem słowa, którymi nie kto inny jak Jacek Dukaj zachęca do lektury, przecierałem oczy ze zdumienia. Dukaja, oprócz oczywistych literackich konotacji, kojarzę z wyrażoną przez niego onegdaj tęsknotą za rozlewną epickością książek („cegieł”), które jego zdaniem zaspokajają fundamentalną potrzebę czytelniczą i pozwalają odbiorcom zatonąć w świecie przedstawionym. Nie mam pojęcia, czy Dukaj zmienił zdanie w sprawie rzeczonych „cegieł”, ale opowiadania Nowaka okrasił entuzjastycznymi słowami, a przy okazji niejako nobilitował ten gatunek, widząc w nim jedyne świadectwo niezależności artystycznej pisarza, który nie szuka ani taniego poklasku, ani tym bardziej wymiernego zysku.

Dukaj ma rację, gdy w bardzo przychylny sposób odnosi się do tekstów zebranych w Amnezjaku. To naprawdę porządny zbiór opowiadań, które w przeważającej większości mogą spodobać się miłośnikom różnych odmian fantastyki i choć zabrzmi to banalnie, każdy znajdzie tutaj coś miłego – i zwolennicy „twardego” science fiction starającego się sondować bliższą lub dalszą przyszłość, i wielbiciele historii alternatywnych, a nawet ci, którzy szukają w literaturze próby odpowiedzi na trudne egzystencjalne pytania.



Już pierwszy tekst Nowaka pt. Karnawał rzuca czytelnika na naprawdę głęboką wodę. Gęsty styl przypomina po części tzw. czarny romantyzm, po części młodopolską rozbuchaną prozę ekspresjonistyczną. Nowak posłużył się nim nieprzypadkowo, gdyż akcja opowiadania dzieje się w drugiej połowie XIX wieku w rozrywanej konfliktami politycznymi, wojennymi i społecznymi Europie. W samym środku historycznej zawieruchy polscy spiskowcy (jak to zawsze mieli w zwyczaju) knują, by pokrzyżować plany wrogich zniewolonej ojczyźnie sił. Płonne nadzieje, szaleńcze plany, skrajny idealizm oraz wieczna gotowość do poświęcenia (własnego lub cudzego) życia składają się na wiarygodny portret irracjonalnych patriotów, wiecznych konspiratorów. Swoje niemal historiozoficzne rozważania Nowak wzbogaca o elementy charakterystyczne dla literatury fantastycznej – pojawiają się potężne i obce organizmy trawiące całe miasta, bohaterowie po przejściu progu śmierci zyskują nadnaturalne możliwości, zaś tytułowy karnawał, zbieranina różnej maści wynaturzonych, żądnych krwi istot, krąży po całej Europie i symbolizuje obłęd historii, której wściekłe spazmy, orgie zniszczenia mogliśmy niemal od zawsze obserwować na starym kontynencie. Siła tego tekstu drzemie w plastycznym i niemal poetyckim języku, który przeobraża wizje autora w wielowymiarową i oddziałującą na zmysły całość. A gdyby Jacek Malczewski mógł zilustrować Karnawał, mielibyśmy do czynienia z dziełem skończonym.

Dziwne dni to alternatywna wizja historii XX wieku. Polska i inne kraje Europy Środkowej po drugiej wojnie światowej szczęśliwie znalazły się poza strefą wpływów Związku Radzieckiego i pławią się w ciepłych promieniach słodkich lat 60., kołyszą się na falach łagodnej kontestacji systemu. W takiej właśnie Polsce powstaje zespół The Doors, którego wokalistą jest Jim Morrison – syn oficera amerykańskiej marynarki wojennej, której baza znajduje się na bałtyckim wybrzeżu. Zespół odnosi oszałamiające sukcesy, a czytelnik zagląda za kulisy sławy, towarzyszy muzykom pomiędzy koncertami i na samej scenie, stopniowo również poznaje ciemniejszą stronę życia rockowych bożyszczy… Autor naszpikował swój tekst rozlicznymi nawiązaniami do popkultury, do polskiej i światowej muzyki rozrywkowej lat 60. Rodzimego miłośnika rock n’ rolla mogą cieszyć (a jednocześnie napawać delikatnym smutkiem) sugestywnie opisane sukcesy polskich wykonawców, które, niestety, zaistniały jedynie w alternatywnej rzeczywistości. Gdyby pisarz „zatrzymał” opowiadanie w tym miejscu, otrzymalibyśmy naprawdę sympatyczną wariację na temat tego, „co by było gdyby?” Nowak jednak nakłada na swój tekst dodatkową warstwę – opowiadanie o polskich The Doors rozwija się równolegle z opowieścią o prl-owskim superbohaterze, dzielnym kapitanie milicji Żbiku. Zabieg nie tylko w sprytny sposób zmusza odbiorcę do namysłu nad mnogością możliwych ścieżek, którymi mogła pójść historia Polski, ale również w wyrafinowany sposób oddaje hołd Człowiekowi z Wysokiego Zamku, jednej z najlepszych wizji alternatywnych autorstwa Philipa Dicka. To dzięki znajomości tej właśnie powieści czytelnik ma możliwość delektowania się opowiadaniem Nowaka.

Amerykański autor pojawia się również w Rychu, stanowiącym intrygującą wariację na temat jednego z najbardziej „odjechanych” pomysłów Dicka, któremu wydawało się, że Stanisław Lem nie jest pisarzem z krwi i kości, ale zespołem autorów zza żelaznej kurtyny. Dick tłumaczył swoje podejrzenia arbitralnym przeświadczeniem, że żaden „pojedynczy” pisarz nie umiałby posługiwać się piórem z taką sprawnością, wykorzystując przy okazji tyle różnych stylów, gatunków i języków. Nowak odtwarzając nierzeczywisty, zanurzony w narkotykowej mgiełce świat przypominający Californię, zastanawia się, jak mogłoby wyglądać spotkanie tytana amerykańskiego science fiction z prawdziwą radziecką komórką szpiegowską zwaną SLEM rezydującą tymczasowo w Stanach Zjednoczonych. Miłośnicy Dicka znajdą w tym opowiadaniu mnóstwo odniesień do jego biografii, przede wszystkim do na poły religijnych doświadczeń, które prześladowały pisarza i kazały mu zwątpić we wszystko, co do tej pory wiedział o świecie.

Jeśli miałbym szukać czegoś, co spaja przynajmniej większość tekstów Nowaka, byłaby to szeroko rozumiana przeszłość, z której czerpie on pełnymi garściami. Umiejętnie odwołuje się do stylistyki przywodzącej na myśl daną epokę literacką lub zasypuje czytelnika lawiną rekwizytów charakterystycznych dla łatwo rozpoznawalnych czasów; takie Retro w znakomity sposób oddaje przerażająco beznadzieją atmosferę schyłkowego PRL-u, a dzieje się tak dlatego, że Nowak pieczołowicie odtwarza rzeczywistość tamtych czasów. Gromadzi dziesiątki motywów charakterystycznych dla epoki, nakazuje bohaterom mierzyć się z problemami, jakie fundowały swoim obywatelom demokracje ludowe. Połączył to z cyberpunkową poetyką, co znowu zaowocowało intrygującą całością.

Inaczej historię potraktowano w tytułowym Amnezjaku – kaskaderskiej i chyba nie do końca udanej próbie diagnozy polskości. Nowak w osobliwy sposób odtwarza nasze mity założycielskie („Wanda, co Niemca nie chciała”), dodaje do nich postacie polskich królów, każe swoim bohaterom zatonąć w groteskowo odtworzonej kibicowskiej subkulturze, by zabrać (być może) głos w sprawie kształtu naszej tożsamości narodowej, której nieodłączną cechą wydaje się być niechęć do obcych – obcych nacji i obcych-swoich (kibiców zwaśnionych klubów piłkarskich). Nie przekonało mnie to opowiadanie, miałem wrażenie, że Nowak próbuje ożenić Gombrowiczowską groteskę z wyrachowaną wulgarnością debiutanckiej powieści Doroty Masłowskiej. I nawet umiejscowienie akcji gdzieś w otchłaniach kosmosu nie mogło uratować tego tekstu.

Zmierzając do finału moich rozważań, zaryzykuję tezę, że najprawdopodobniej jesteśmy (zarówno jako odbiorcy, jak i piszący) skazani na odwoływanie się do przeszłości. Nawet autorzy science fiction, gatunku predysponowanego do patrzenia w przyszłość, bardzo często sięgają do mniej lub bardziej umownego „wczoraj”. Zawłaszczają niegdysiejszych bohaterów, rekwizyty, idee, wydarzenia, teksty kultury i przetwarzają je, by powiedzieć coś (nowego?) o człowieku i świecie. Zaś sam Nowak, paradoksalnie, częściej woli mówić o naszej teraźniejszości, niż szukać odpowiedzi na pytania, jaka może być czekająca nas przyszłość. Amnezjak jako zbiór opowiadań chyba będzie mógł potwierdzić moje spostrzeżenia.

2 komentarze:

  1. Mnie urzekło to połączenie spojrzenia w przeszłość z elementami twardego SF. Nie zwróciłem na to uwagi, ale rzeczywiście - w tym zbiorze nie ma żadnego opowiadania, które byłoby wyraźnie osadzone w przyszłości. Są rzeczywistości alternatywne, ale raczej osadzone w przeszłości. A mimo to przez cały czas czułem, że czytam SF.

    Pożeracz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo to stary dobry postmodernistyczny trik. Lepimy z dostępnych od dawna podzespołów.

      Usuń