sobota, 16 listopada 2019

Nura w smugę cienia, czyli "Korzystaj z dnia" Bellowa


Ileż ja miałem przygód z tą powieścią… Najpierw wypatrzyłem jej ciepłą recenzję na jakimś książkowym fanpejdżu. Tytuł „Chwytaj dzień” brzmiał pocieszająco, epikurejsko, mądrze i optymistycznie. W sam raz, by rozproszyć listopadowe odmęty ciemności, mroki, moje coroczne „wertery”, które zamieniają mnie w ponurego skubańca. Jednak im dłużej czytałem tę króciutką książkę, tym bardziej smutek nabrzmiewał, a dojmujące wrażenie zmarnowanego życia zaczynało świdrować we mnie dziury. Czułem się, jakbym posłuchał głupiej rady i leczył kaca, pijąc mocne piwo.

Już miałem uznać „Korzystaj z dnia” za pomyłkę czytelniczą, gdy finał powieści pozwolił mi odkryć jej gorzką sarkastyczną mądrość.



Tyle tytułem wstępu. Teraz do rzeczy – Bellow nie odkrywa żadnej Ameryki, gdy portretuje przeżywającego kryzys wieku średniego (niemal) rozwodnika, któremu los nie pozwolił rozwinąć mikrych skrzydeł. Facet wynajmuje skromny pokoik w hotelu, oszczędności topnieją w zastraszającym tempie, zamożny ojciec nie zamierza pomagać jedynemu synowi, bo złamałoby to zasady, w które wierzył przez całe życie. Ostatnią szansą, by wyjść na prostą, wydaje się być stary gracz giełdowy, którego opowieści o spekulacjach na cenach zboża i smalcu są na tyle przekonujące, że bohater postanawia powierzyć mu ostatnie pieniądze, by te w magiczny sposób zaczęły na siebie pracować.

Nie jeden raz dane mi było czytać (lub oglądać) podobne historie kompromitujące ideę Amerykańskiego Snu. Sukces jednostki oblany jest morzem upokorzonych, zmęczonych, rozczarowanych, balansujących na granicy (auto)destrukcji naiwniaków, marzycieli przeżartych na wylot przez ambicje. Nie jest przyjemnie zaglądać pod podszewkę American Way of Life.

Przypominam sobie gorzkie rozważania Wokulskiego, który snując się po Powiślu, widział ludzi jako „smugę iskier wydmuchniętych przez lokomotywę podczas nocy?… Błyszczą przez mgnienie oka, aby zgasnąć na całą wieczność, i to nazywa się życiem.” Bohater powieści właśnie taką iskrę przypomina. Unosi się przez chwilę na powierzchni życia, niby udaje mu się jakąś szansę złapać, „chwycić dzień”, który powinien na zawsze odmienić jego nijaką egzystencję, ale… Każda szansa wymyka się z rąk, każde zwycięstwo zamienia we własną parodię – brzmi to jak ogólna zasada organizująca skromny wszechświat tej powieści.

Dwie rzeczy dodatkowo mnie dotknęły. Obraz Nowego Jorku. „Stolica świata” skarłowaciała do rozmiaru kilku ulic, na których wije się anonimowy neurotyczny tłum, i hotelu, po którego korytarzach snują się próbujący zachować resztki wigoru starcy. Jeżeli chcielibyście znaleźć bardziej odpychający z powodu swojej nijakości obraz Wielkiego Jabłka, musielibyście się nieźle postarać…

Natomiast gdy przyjrzymy się relacji głównego bohatera z ojcem, to być może ujrzymy wstrząsającą metaforę relacji Boga z człowiekiem. (Nie zagalopowałem się?)  Stwórca, skąpy i kurczowo trzymający się swoich zasad Byt, nie zamierza łamać własnych reguł, by wysłuchać modlitw nieudacznika, któremu w życiu nie powiodło się z powodu fatalnych, ale podejmowanych dobrowolnie decyzji. Jakaś starotestamentowa surowość bije od tej powieści, co w zderzeniu z światłem horacjańskiej filozofii (tytułowe „Korzystaj z dnia”) tworzy przedziwną, ironiczną mieszankę.

Nie chcę zdradzać zakończenia, ale nadmienię tylko, że w wyjątkowo złośliwy sposób Bellow podsumowuje próby , jakie podejmuje bohater, by wyjść na prostą. Uroczystość pogrzebowa, której staje się mimowolnym uczestnikiem, zamienia się w requiem dla wszystkich marzeń i planów, zamysłów i nadziei. Tylko że to nie koniec tortur, jakie przygotował dla niego autor…

Ta krótka książka, którą przy sprzyjających wiatrach przeczytamy w dwa wieczory, na dłuższy czas zepsuje nam nastrój. A gdy mamy już na liczniku przekroczony czterdziesty rok życia i próbujemy dokonać podsumowania osiągnięć życiowych, „Korzystaj z dnia” być może odczytamy jako tragikomicznym komentarz.

2 komentarze:

  1. O, to nie wiem, czy chcę to czytać, czy nie. Autora znam tylko z „Rzeczywistej”, której bohater dla odmiany umie zarobić dużo pieniędzy, ale za to jest zadziwiająco nieporadny w kontaktach z podobającą się mu kobietą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej uważać. Ta książka przygnębia. I to na dłużej. Dzięki za komentarz. pzdr

      Usuń