piątek, 29 listopada 2019

Wielogłosy, czyli "Fuga" Szostaka

Wit Szostak jest jednym z najciekawszych współczesnych polskich pisarzy. Droga, którą przeszedł od bycia oryginalnym twórcą szeroko pojętej fantastyki do osiągnięcia statusu cenionego, nominowanego do najważniejszych nagród literackich autora głównego nurtu, jest dowodem wciąż rozwijającego się olbrzymiego talentu i możliwości.

Fuga to powieść zamykająca tzw. trylogię krakowską – cykl książek, przy pomocy których autor stara się sondować polską duszę, zakamarki kultury, kompleksy, zawiedzione nadzieje, (niewykorzystany) potencjał, strukturę naszej zbiorowej pamięci. Tomy trylogii w luźny sposób łączą się ze sobą, ale tworzą spójną całość – przejmującą poetycką i elegijną opowieść.



Tytułowa fuga to słowo wieloznaczne. Miłośnicy muzyki kojarzą fugę z kunsztowną formą, której charakterystyczną cechą będzie powtarzalność pewnych struktur. W psychologii oznacza reakcję ucieczkową pod wpływem silnych, najczęściej negatywnych bodźców. Najbardziej przyziemne znaczenie odnosi się do materiału wypełniającego szczeliny, przerwy pomiędzy poszczególnymi elementami.

Forma tej książki jest precyzyjnie, po zegarmistrzowsku przemyślaną całością i to właśnie ta jej warstwa jest ogromnym atutem. Muzyczność osiągnięta dzięki powtarzaniu określonych fraz, zdań, nawet elementów fabularnych hipnotyzuje czytelnika, a jednocześnie w pewnym momencie lektury zmusza do uważnego śledzenia tekstu, gdyż Szostak umiejętnie moduluje opowieść i pozwala sobie na „odstępstwa” od spodziewanego rozwinięcia – zarówno stylistycznego, jak i fabularnego. Historia (jeśli można posłużyć się tak ogólnikowym określeniem) nie układa się w sposób linearny, nie da się rozpocząć jej rekonstrukcji od zwykłego odtworzenia w pamięci pierwszych opisywanych przez autora wydarzeń. Fuga jest raczej rodzajem literackiego koncertu, w środku którego zajmujemy miejsce i wychodzimy przed jego finałem. Złożoną z ośmiu części opowieścią prezentującą kolejne potencjalne, alternatywne, a jednocześnie uzupełniające się wzajemnie wcielenia głównego bohatera – Bartłomieja Chochoła.

Bohater Fugi przedstawia się czytelnikom jako ostatni król Polski. W tej jednej informacji, po wielokroć powtarzanym oznajmującym zdaniu, kryje się cały smutek powieści Szostaka. Zamknięte są w nim nie tylko patos, z jakim zdarza się Polakom myśleć o swojej przeszłości, jak i ćmiący ból wynikający z przeświadczenia o tym, że już nigdy nie odrodzi się siła, która może nas podźwignąć i, jakby powiedział to Konrad w Wielkiej Improwizacji, „cały świat zadziwić”. Tęsknota za dobrym, światłym, kojarzącym się z mocarstwowością renesansowej Polski, władcą tkwi w nas jak wspomnienie niejasnego, ale głębokiego dobra, którego zaznaliśmy w dzieciństwie.

„Ostatni król Polski” jest starcem, ledwie powłóczącym nogami mieszkańcem Krakowa, którego dość szybko czytelnik zacznie podejrzewać o mitomanię, życie w świecie urojeń do tego stopnia sugestywnych, że mogą odrywać od szarej, mdłej egzystencji i przenosić „duszę utęsknioną” w przestrzenie szlachetniejsze, pełne sensu i znaczenia. Stąd też bohaterowi wydaje się, że ma realny wpływ na politykę, i to nie tylko krajową… Czyż nie odnajdziemy tutaj subtelnego nawiązania do Konradowego marzenia o władzy, jaką tajemnie można sprawować? Czyż snucie wielopiętrowych fantazji na temat własnej (niedocenionej i nie do przecenienia) roli w świecie nie będzie cechą charakterystyczną samych Polaków? Jak się okazuje ten eskapizm, ucieczka przed własną słabością i starością, cechuje nie tylko Bartłomieja Chochoła.

W kolejnych rozdziałach Szostak przedstawia okoliczności, w jakich bohater mógł nasiąknąć przeświadczeniem o własnej, dość egzotycznej tożsamości. Opisuje dzieciństwo, młodość, rodzinny dom… Jednak czy aby na pewno pisze o tej samej postaci? A może rozszczepia jej życiorys, przepisuje na nowo, dodając epizody, modyfikując je, by otworzyć drzwi kolejnym możliwościom fabularnym? Fuga na szczęście na to pytanie nie udziela jednoznacznej odpowiedzi i pozwala cieszyć się obserwowaniem zręczności, z jaką pisarz żongluje kolejnymi „żywotami” Chochoła. Gdy czytamy o tajnym klubie założonym przez zaprzyjaźnionych chłopaków, pobrzmiewają w powieści wcale nie tak dalekie echa literatury kojarzącej się z klasycznymi tekstami Bahdaja lub Niziurskiego. Innym razem, gdy zetkniemy się z narastającym szaleństwem ojca głównego bohatera, bez trudu wychwycimy charakterystyczną dla Brunona Schulza deformację rzeczywistości, zagęszczoną groteskową atmosferę.

Jednak gdy odłożymy na bok zachwyty nad formą i możliwościami stylistycznymi Szostaka, znajdziemy być może nagi sens tej opowieści, przejmująco smutnej, niemal rozliczeniowej. Nad czym pochyla się pisarz? Nad Polską. Nad jej duszą, którą zrodziła tęsknota za wielkością i wyjątkowością. Tęsknota za czymś, co było już niemal w zasięgu Polaków, a potem rozpadło się za sprawą zaprzepaszczonych szans, głupich decyzji, niebezpieczeństw, które ujrzeliśmy za późno.

W ten sposób widziana Fuga kontynuuje szlachetne tradycje polskiej literatury, której przeznaczeniem jest medytacja nad losem zbiorowości i sensem jej istnienia. Szostak cierpliwie przygląda się Polsce i jeżeli nawet nie wyciąga zbyt pocieszających wniosków, nie można przemilczeć tego typu artystycznych wypowiedzi.

Recenzja pierwotnie ukazała się na łamach Fantasta.pl

2 komentarze:

  1. Aż szkoda się robi, że przestajesz pisać. A Szostak bardzo dobrym autorem jest. Będę na pewno stopniowo nadrabiał zaległości, a z trylogii krakowskiej nie czytałem nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak szybko nie zemrę, bo czytam "Lśnienie" Kinga i mocno mi się skojarzyło z czymś i muszę przeprowadzić na blogu wywód na ten temat. Jak zwykle chaotyczny i poszarpany. ;-)

      Usuń