wtorek, 17 kwietnia 2012

Kiełbasa i książki... - Balzaca "Stracone złudzenia"

Ludzie nie powinni widzieć, jak się robi kiełbasę i politykę - powiedział ponoć Bismarck i najprawodpodobniej miał rację.

Balzac w "Straconych złudzeniach" mógłby dodać - człowiek nie powinien też znać kulisów "robienia" książek, przedstawień teatralnych i artykułów prasowych. Autor jest bezlitosny - mając do dyspozycji arsenał środków, jakie oferuje literatura realistyczna XIX wieku, pozwala zajrzeć w brudny, brutalny, przesycony obłudą i cynizmem świat głodnych sławy literatów, pazernych księgarzy i dziennikarzy ferujących zabójcze wyroki o kolejnych dziełach bądź przedstawieniach.

Francuski autor posiłkuje się sprawdzonym chwytem - bohaterem czyni naiwnego prowincjonalnego poetę, lokalną sławę, Lucjana, który w Paryżu szuka okazji do zabłyśnięcia. Uzbrojony w tomik słodkich wierszy usiłuje dobić się do bram poetyckiego raju. Szczęście, autentyczny talent i niezwykła uroda bohatera sprawiają, że Lucjan szybko trafia na ludzi odsłaniających przed nim realia rynku książki.

"Łatwo się pisze, a trudno sprzedaje" - mówi jeden z wpływowych księgarzy i to zdanie zdaje się patronować "Straconym złudzeniom." Książki to taki sam towar jak cegły lub drewno.




Nasz bohater długo opiera się diabolicznym wręcz praktykom, jakie obowiązują w świecie, do którego aplikuje. Z przerażeniem stwierdza, że jeden z najbardziej wpływowych dziennikarzy zionie nienawiścią do całego świata, bo... ma brzydką żonę i dwójkę jeszcze brzydszych dzieci. Recenzowanych tekstów nikt nie czyta.

Sukces premiery teatralnej w największym stopniu zależy od opłaconej wcześniej publiczności. Sam Lucjan szybko przekonuje się o sile swojego pióra - raz pod pseudonimem miażdzy (takie niewinne ćwiczenie stylistyczne) tomik wierszy znajomego, a potem tę samą książkę wychwala pod niebiosa, podpisując swoim nazwiskiem omówienie, i tym samym zyskując dozgonną wdzięczność autora.

Nic nie zależy od talentu, wszystko zależy od układu sił, jaki akurat obowiązuje na rynku książki. Początkowy idealista stopniowo traci skrupuły. Każda decyzja, każdy wybór spycha go wprost w objęcia demonów rynku, popularności i kompromisowości. Lekkie pióro zamienia się w narzędzie mogące niszczyć lub budować czyjąś karierę.

Balzac odsłaniając przed nami zaplecze literatury, kuchnię, skąd przynoszą nam pachnące farbą drukarską dzieła, podejrzanie milczy o jadalni, w której przesiadują odbiorcy sztuki. W "Straconych złudzeniach" czytelnicy lub widzowie są bezwolnym tłumem, stadem baranów gotowych rzucić się łapczywie na każdy co złośliwszy artykuł, by na jego (fałszywej) podstawie wyrobić sobie zdanie o poecie, dramaturgu lub aktorce. Nie jest to zbyt pochlebna diagnoza...

Czytając to arcydzieło realizmu pobiłem chyba prywatny rekord ilości zaznaczanych stron. Co chwilę łapałem się na tym, że z zabójczą precyzją Balzak opisuje rzeczywistość, którą... mamy tuż obok siebie.

Kto nam zagwarantuje, że literatury nie "robi" się dziś tak jak kiedyś? Czy te wszystkie literackie, teatralne, muzyczne sławy nie są aby tylko marionetkami, których sznurki trzymają łapska agentów, wydawców, jurorów i recenzentów?

Nagrody litarckie, odznaczenia, złote płyty. To się przygotowuje na zapleczu właśnie.

Balzac nas ostrzega, czyni to z głębin XIX wieku, ale jego głos brzmi wyjątkowo czysto i wiarygodnym.

2 komentarze:

  1. kieś pół roku temu byłam na spotkaniu z pewną poczytną autorką. Ba! autorką bestsellerów. jakież było moje zdziwienie (czytaj: zniesmaczenie), kiedy okazało się, że kobieta pisze po prostu na zamówienie.
    Ok, wiem, że większość dzieł Prusa czy Sienkiewicza ukazywało się w odcinkach, vide: było zaplanowanych, ale takie rzemieślnicze podejście jest dla mnie nie do przejścia.
    A propos krytyków: pewien krytyk filmowy współpracujący z (pewnym) tygodnikiem bez przerwy wszystko krytykuje. Tylko w jednym tygodniu ukazały się jego pozytywne recenzje - akurat kiedy dostał jakąś bardzo ważną nagrodę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Agato, my wiemy, że literatura to coś więcej niż tylko pieniądze - włożone i wyciągnięte. Jednak podły rynek wie swoje. Chcąc być w porządku musimy odsiewać plewy od ziaren.

    Stąd błogosławieństwo blogów, na których można znaleźć sporo autentycznie przydatnych informacji o niedocenianych lub przecenianych książkach.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń