niedziela, 29 kwietnia 2012

Silent disco, czyli "Bach for my baby" Justyny Bargielskiej

Gdyby za 1000 lat jakimś cudem wśród szczątków cywilizacji uchowały się nośniki danych, okazałoby się, że w roku 2012 Justyna Bargielska, mówiąc kolokwialnie, wymiatała.

Jej tom "Bach for my baby" nagradzano, nominowano, wskazywano. Autorka wydała się w prestiżowym Biurze Literackim, które dotknięte zapewne kryzysem, zdecydowało się radykalnie ograniczyć ilość polskich premier poetyckich na rzecz martwych pewniaków z Broniewskim i Ważykiem na czele. Tak więc tom Bargielskiej miał być zapewne strzałem w punkt, jednym z najjaśniejszych przebłysków talentu roku pańskiego 2012.

A recenzenci? Co omówienie to inna teoria. Poezja feminizująca, poezja opłakująca straconą miłość, poezja "podstępna i zdradliwa", dająca się otworzyć przy pomocy wielu różnych narzędzi interpretacyjnych, bla, bla, bla...

Znam te sztuczki, bo sam dłubałem omówienia "zaprzyjaźnionym" wydawnictwo i wiem, że gdy się nie ma co napisać, a nie chcemy skrzywdzić autora lub nie opłaca nam się wyrażać własnej opinii, pisze się dyrdymały o wieloznaczności i dyskursie, rzuca się efektownymi metaforami, żeby tylko przesłonić kapitulację wobec zbioru liryków nie-do-zjarzenia.

Najuczciwiej chyba wobec tomu Bargielskiej "Bach for my baby" zachował się Radosław Kobierski pisząc, że wiersze te napisane są dla samej autorki.

Bo Bargielska tańczy samej sobie. A na dodatek jest to tzw. silent disco polegające na tym, że tańczący na imprezie hulają ze słuchawkami na głowach. Każdy słyszy to, co chce słyszeć. Każdy tańczy to, co mu w duszy gra. Widziani z zewnątrz tancerze tworzą przedziwną pantomimę. Zamknięci są zarówno na obserwatorów jak i na siebie wzajemnie. (A ten obraz stanowi całkiem niezłą metaforę stanu, w jakim znajduje się polska poezja...)


Jasne, upolujemy wśród wierszy zgromadzonych u Bargielskiej zdania-perełki, misternie utkane sytuacje liryczne, nastrój rezygnacji, osamotnienia lub obcości. Jednak nie zmienia to faktu, że jako zbiór "Bach for my baby" to świadectwo porażki. Kolejnej porażki, jaką poniosła współczesna polska poezja, próbując wyrwać się z getta niekomunikatywności, pustosłowia, męczącej wieloznaczności i zadęcia.

Cóż, po aryjskiej stronie literackiego getta są ci, którzy piszą dla ludzi i ludzie chcą to czytać, po złej stronie muru są autorzy niszowych "Atlasów strojów ludowych", "Golfa bez tajemnic" i "Podstaw zarządzania papierami wartościowymi."

Jest też Bargielska...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz