piątek, 14 lutego 2014

Przygody dziewczynki w prawdziwym świecie, czyli "Wielka księga. Basia" Staneckiej

Ciężko w dzisiejszych czasach stworzyć bohatera książek dla dzieci, który na dłużej zadomowiłby się w wyobraźni najmłodszego odbiorcy. Wyobraźnia ta została zawłaszczona przez kreskówkowe lalki-zombie lub landrynkowe kucyki, za którymi stoi potężny przemysł produkujący zabawki, gadżety, ubrania inspirowane tymi upiornymi postaciami. Postaciami, których przygody niczego nie uczą, przed niczym nie ostrzegają, nie budują w dziecku jakiejkolwiek prawdy na temat świata, relacji z innymi ludźmi – zarówno dorosłymi, jak i rówieśnikami. Odtrutką na zalew tandety, brzydoty i kiczu zdaje się być nasza polska małoletnia bohaterka – Basia. Rezolutna pięciolatka, której przygody w PRAWDZIWYM świecie opisała Zofia Stanecka, zaś kapitalnymi, niemęczącymi wzroku ilustracjami wzbogaciła Marianna Oklejak.
„Wielka księga. Basia” zbiera wydawane na łamach miesięcznika „Dziecko” krótkie opowiadania o przygodach tytułowej bohaterki znanej również z „pełnometrażowych” historii wydawanych w postaci osobnych pozycji. Niewielkich rozmiarów książeczka w kapitalny sposób zagospodarowuje swoją przestrzeń. Teksty pogrupowano zgodnie z rytmem por roku (przypada po siedem opowiadań na każdą z nich). Ilustracje otwierające dziełko pozwalają niezaznajomionym z Baśkowym uniwersum poznać głównych bohaterów – samą dziewczynkę, jej dwóch braci, mamę, tatę oraz… żółwia i ulubionego misia. Ta narysowana „rodzinna fotografia” doskonale oddaje klimat książki – zbioru opowieści o normalnej, powiedzmy że przeciętnej, rodzinie, której nieobce są kłopoty, nieporozumienia, zgrzyty, troski, każdorazowo jednak rozwiązywane zgodnie z regułami prawdopodobieństwa.
Książka ma więc duży walor pedagogiczny – uczy nie tylko dzieci pokonywania mniejszych lub większych przeszkód, ale również rodzice odnajdą w niej kilka wskazówek, jak poprowadzić swoje pociechy po krętych drogach dzieciństwa. Nic jednak tutaj nie brzmi zbyt patetycznie, oschle. O szlachetnych wartościach Stanecka mówi się jakby przy okazji, mimochodem, zmuszając tym samym młodego odbiorcę do chwili refleksji.
Krótkie pozbawione banalnych i obiegowych morałów opowiadanka starają się wiernie oddać realia świata. Dzieci mówią jak dzieci, a nie deklamują kwestie pozbawione życia i wiarygodności. Dorośli sportretowani zostają delikatną ironiczną kreską, która nie czyni z nich chodzących ideałów. Problemy, z jakimi konfrontują się postacie, wynikają z naturalnych interakcji ze światem, który trzeba poznać, oswoić, okiełznać, czasem zmienić, czasem przyjąć go takim, jakim jest. Całość błyszczy niewymuszonym humorem, emanuje ciepłem i swojskością.
Nie tylko jako recenzent, ale również jako rodzic dwójki przedszkolaków gorąco polecam.  

2 komentarze:

  1. To "must have" dla mojej córeczki. O "Basi" naczytałam się już wielu pozytywnych recenzji i po prostu muszę mieć tą serię. Tym bardziej, że córka ma na imię Basia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, "Baśka" to kapitalnie wymyślona seria. Nieważne, czy czytamy chłopakom (mam synka), czy dziewczynom (mam też córkę).

      Pzdr serdecznie

      Usuń