poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Spodnie dziadka, czyli "Jasnowidzenie inżyniera Szarka" Borunia

Mój zapał samozwańczego badacza starej polskiej fantastyki co i rusz bywa skutecznie studzony. Zanim jednak tak się stanie, buzują we mnie fantazmaty, urojenia, fatamorgany krążące wokół PRL-u, który okazał się całkiem przyjaznym matecznikiem science fiction.

Wyobrażam sobie mniej lub bardziej biedne lata 70 i 80. Miasta i miasteczka wolne od szpecących reklam. Kolejki do sklepów mięsnych, duże i małe fiaty, wczasy zakładowe, braki w kolejnych sektorach… - w takich właśnie dekoracjach rozstawiam „swoich” pisarzy. Stukają w klawisze maszyn do pisania, gaszą papierosy w „kryształowych” popielniczkach, dopijają resztę kawy ze szklanek. Ze szklanek właśnie… Na ich oczach kwitną lub dogorywają sojusze robotniczo-chłopskie, a oni piszą o kosmosie, podróżach w czasie, Ufo i cudownych wynalazkach.

W takich chwilach czuję się podwójnie oderwanym od rzeczywistości budowniczym piętrowej fikcji. Bo nie dość, że myślę o PRL-owskiej fantastyce być może potrzebą eskapizmu napędzanej, to jeszcze sam fikcję solidną uprawiam i buduję w swojej głowie okoliczności (zapewne całkowicie wydumane) istnienia owej literatury.

Staję się niewiarygodny, nierzetelny. Nie można mi ufać jako badaczowi. Jestem amatorem, dyletantem, leniem, który woli nagiąć fakty niż pokusić się o ich sprawdzenie.

Wiecie już, na czym stoicie? A więc posłuchajcie kolejnej gawędy, tym razem o powieści legendy polskiego science fiction Krzysztofa Borunia pt. „Jasnowidzenie inżyniera Szarka.” Sam tekst obiecuje nam dokładnie tyle, ile możemy wywnioskować z dosłownego sensu tytułu. I niestety jest to dla nas zła wiadomość, gdyż motywy przewidywania przyszłości oraz Wypadku w Zakładzie Pracy zostały już po wielokroć przećwiczone na przeróżnych poligonach, zaś Boruń nie tchnął w te pomysły wystarczającej ilości życia, stąd całość niestety trąci starzyzną. Obawiam się, że było tak już nawet w chwili wydania książki...



Tytułowy bohater za sprawą wypadku w elektrowni zaczyna widzieć przyszłość, co jest raczej przyczyną jego utrapienia niż powodem zadowolenia. Przez większość książki głowi się on, co też się naprawdę stało, a swoimi rozterkami szybko zaczyna męczyć bliźnich. Co gorsza, również czytelnik powoli obojętnieje na szamotaninę inżyniera Szarka.

Wynika to niestety z jakiegoś błędu u podstaw samego tekstu. Autor prowadzi bohatera od Annasza do Kajfasza, nakazując mu w kółko przedstawiać zagadkową opowieść różnym osobom. Rozmowy z poznawanymi postaciami z rzadko pchają akcję do przodu, częściej służą prezentacji „środowisk”, w jakich zaczął Szarek się obracać. A to domorośli praktykujący okultyzm zapaleńcy, a to „wypoczywający” w areszcie śledczym, a to sprytny prokurator słyszą mniej więcej identyczną relację o niesamowitych doświadczeniach, jakich ofiarą stał się nasz bohater.

Pojawiające się rytmicznie wizje przyszłości oraz nadprzyrodzone istoty przestają nas zajmować, gdy po raz nie wiadomo który Boruń wprowadza je na scenę utworu.

Paradoksalnie najciekawsze rzeczy znalazłem na marginesach tej historii. Dość wiarygodnie brzmią opisy PRL-owskiej rzeczywistości. Czytamy o machlojkach i intrygach w zakładach pracy, o niezdrowych relacjach generowanych zazdrością o przywileje pracownicze. Boruń przemycił nawet cierpkie obserwacje marnych warunków socjalnych, szkice z legendarnych „błędów i wypaczeń” słusznej idei. Pojawiają się nawet echa komicznej z perspektywy czasu polskiej-swojskiej fascynacji ezoteryką i filozofią New Age, która o ile mnie pamięć nie myli osiągnęła swoje apogeum w latach 70.

Nieco sowizdrzalsko dodam, że w literaturze (około)fantastycznej liczba wypadków, katastrof lub usterek, jakie zdarzyły się w fabrykach lub laboratoriach,  jest tak obfita, że miejsca pracy wydają się być bardziej niebezpieczne niż serce Trójkąta Bermudzkiego. Nie przez przypadek bodajże Pascal napisał, że wszelkie nieszczęścia zaczynają się od wyjścia z domu…

1 komentarz:

  1. I co, kończy się kolejnym wypadkiem, w którym inżynier walnięty w głowę traci nadprzyrodzone właściwości?

    OdpowiedzUsuń