piątek, 5 sierpnia 2011

"Nagrobek z lastryko" - A Varga z emo!

Definicja z Wikipedii:

Kiedy "emo" używamy w odniesieniu do cech i osobowości danej osoby, większość definicji emo określa osobę emo jako bardzo emocjonalną, wrażliwą, nieśmiałą, zamkniętą w sobie, ponurą i cichą. Ktoś przygnębiony i ze złamanym sercem jest czasami opisywany jako emo. Muzyka i poezja emo zawiera wiele odniesień do nieodwzajemnionej miłości i problemów emocjonalnych w związkach. Bycie melodramatycznym lub nadmiernie emocjonalnym jest również często łączone z byciem emo.

A teraz do rzeczy.


Autor z mądrą miną.

Mam problem z "Nagrobkiem z lastryko". Pierwsza połowa tej książki jest solidnym szpiegowskim spojrzeniem na naszą (polską) rzeczywistość. Szpieg patrzy na świat z przyszłości. Szpieg notuje to, co umyka żyjącemu tu i teraz obywatelowi RP.

Umyka nam konsumeryzm, do którego nie chcemy lub nie umiemy się przyznać. Nadmiar bodźców, bez których stałej dawki uschnęlibyśmy jak roślinki na pustyni Gobi. Powierzchowne i przypadkowe relacje międzyludzkie, których jedynym paliwem jest niechęć lub nienawiść. Wyjałowienie duchowe, żerowanie na najniższych pobudkach i potrzebach...

Tak wyglądamy z perspektywy żyjącego w drugiej połowie XXI wieku Dominika Frattner, który wspomina losy swojego dziadka Piotra Pawła, babci Anny oraz matki Zuzanny.

A widok ten jest naprawdę przygnębiający, mogący niektórym otworzyć oczy na własne kiepskie i wiedzione na mieliznach życie. To atut tej książki

***

Po pewnym czasie zaczyna się problem z tą lekturą - o ile Vardze starczy cierpliwości, by przez pół powieści trzymać w ryzach rozbuchany jęzor, to w drugiej połowie nic już nie ogranicza jego pióra (ok, klawiatury, z której wyrwano guziki BACK SPACE i DELETE).

"Nagrobek z lastryko" jest najbardziej przegadaną książką, jaką ostatnio czytałem. Do bólu rozemocjonowaną. Niemal wymiotującą zbędnymi akapitami.

Autor kompletnie bez sensu rozwija elementy, które w żaden sposób nie wnoszą niczego nowego do całej struktury. Czytelnik nie ma szans odgadnąć, dlaczego akurat temu a nie innemu epizodowi poświęcono całe stronice.

A styl, jakim Varga raczy czytelnika, jest w najlepszym razie namiastką prozy poetyckiej. Mnożące się opisy, epitety, metafory potrafią złamać nawet najbardziej odpornego odbiorcę.

Autor przypomina narratora "Ciepień młodego Wertera", który tak rozwlekle, zawile i emocjonalnie opisywał najdrobniejsze drgnienia swojej duszy, że nikt z nim nie mógł wytrzymać, a dziewczyny go unikały.

Nie wątpię, że "Nagrobek..." stał się w pewnych kręgach lekturą obowiązkową. Bo i modny autor, i nominacja do Nike, i warszawiak, więc jest na miejscu, w samym centrum wszystkich opiniotwórczych źródełek.

Ale nie dajcie się zwieść, Moi Drodzy, Varga to emo. Roztkliwiający się, płaczliwy, rozmemłany...

Emo. Jednak.

9 komentarzy:

  1. I właśnie dlatego niestety nie czytam polskiej literatury...

    OdpowiedzUsuń
  2. No patrz, a ja nie wpadłam na to, że to Ty :)
    Zupełnie nie na temat, przepraszam, ale dziś obrywam z każdej strony i czytanie ze zrozumieniem powróci, jak się uspokoję...
    pozdrowienia Tomku Vel Bosy Antku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam :-)

    Swego czasu czytałem 'Tequilę' pana Vargi i podobała mi się bardzo, od pierwszego zdania. Może to po prostu fajna książka, może trafiłem z lekturą w taki czas i stąd mój entuzjazm - teraz trudno mi stwierdzić. Ale do rzeczy.
    Jakiś czas później wpadła mi w ręce 'Karolina' - pomyślałem: Varga, ten od 'Tequili', super! Niestety, książka była niewypałem - również od pierwszych zdań. Odpuściłem sobie po kilku stronach, a i przez te z trudem przebrnąłem. I odczucia miałem właśnie takie - grafomania, rozwlekłe nie wiadomo co nie wiadomo o czym.
    Od tej pory po Vargę nie sięgnąłem, a w przekonaniu, że nie warto utwierdziła mnie lektura artykułu pana V., na który trafiłem na jednym z blogów. Chłop tworzy dyrdymały, duby smalone bredzi. W każdym razie nie moja bajka. A że każda potwora amatora znajdzie, to wiadomo, ja się jednak do amatorów Vargi zaliczał nie będę.

    Się rozpisałem, jakoś tak z rozpędu.
    A co do emo - to polecam inną definicję, a właściwie charakterystykę :-) Cytat na początek:

    Emo to najczęściej typy z tzw. „dobrych domów”, którym się od tego dobrobytu w d***ch poprzewracało. Nie są wystarczająco mroczni, by być gotHami, ale są zbyt nieodporni na tanie wino, by być punkami.

    Reszta tu:
    http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Emo_%28ludzie%29

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Krzysztofa Vargę pamiętam z jednego seminarium na polonistyce, chyba z literatury współczesnej. To było w czasach, kiedy jeszcze nie był pisarzem. Bardzo się zdziwiłem, kiedy po jakimś czasie dowiedziałem się, że nim został. Jakoś mi nie wyglądał... :-) Żadnej jego książki nie czytałem, więc i o tej się nie wypowiem.

    Co do Wertera to pełna zgoda. Język "Cierpień..." dziś dla wielu może być niestrawny, ale to wciąż świetne studium psychologiczne człowieka niedojrzałego, wchodzącego w dorosłe życie i jeszcze do niego nieprzystosowanego. Stąd tak dużo tam przesubtelnienia, egzaltacji, przesady, szukania wielkich dramatów w sytuacjach, gdzie ich wcale nie ma (lub są, ale mniejsze) itp. Taki zwykle bywa człowiek w tym wieku (nie wyłączając piszącego te słowa) i niestety trudno z nim wtedy wytrzymać. :-) Po kilkunastu latach ten człowiek patrzy na swoje dorastające dzieci i nie może wyjść ze zdumienia, że "ta dzisiejsza młodzież" taka "pokręcona" i "w ogóle się z nią nie można dogadać." :-)

    Sorry, jeśli użyłem zwrotów, które wywołują u Ciebie alergię lub bardziej złowrogie przypadłości. Proszę o wyrozumniałość dla nieco kostycznego czterdziestolatka. Nobody's perfect. :-)

    Nieustające pzdr.

    R.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja pana Vargi czytałam tylko "Aleję Niepodległości" i było mi dobrze w tej powieści. Miałam kilkuletnią przerwę w kontakcie z książkami tego pana, po liźnięciu jego wcześniejszej książki. Odrzuciło mnie to na kilka lat, ale Aleja Niepodległości mnie mile zaskoczyła:)

    OdpowiedzUsuń
  6. papryczko, nawet nie sięgaj po "Nagrobek..." - szkoda sobie psuć wrażenie z poprzedniej książki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Romo, słusznie prawisz z tym werteryzmem. I żadne Twoje zwroty mnie nie rażą, możesz nie wierzyć, ale ładnie piszesz...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdesperowany, definicja emo jak najbardziej prawdziwa.

    I rozpisywać się możesz tu ile chcesz!

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  9. Agato, polska literatura ma całkiem smaczne owoce, ale trzeba nieco poszukać i za grosz nie wierzyć zawodowym recenzentom "kupowanym" przez zaprzyjaźnione wydawnictwa.

    OdpowiedzUsuń