poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Nie lubię łysych dziewczyn... - "Kto ze mną pobiegnie" Dawida Grosmana.

Historia z tą książką jest dziwna. Lata temu zobaczyłem jej krótki opis:

Assaf, poważny i wyjątkowo nieśmiały szesnastolatek, przeżywa najgorsze lato w życiu. Wakacyjne dni upływają mu na pracy w miejskim wydziale sanitarnym w Jerozolimie, wieczory zaś spędza samotnie przed telewizorem lub monitorem komputera. Wszystko się zmienia, kiedy Assaf otrzymuje zadanie odnalezienia właściciela zabłąkanego labradora. Chłopiec podąża za psem. Tak zaczyna się ich bieg przez Jerozolimę. Tymczasem w innej części miasta piętnastoletnia Tamar, właścicielka psa, porzuca rodzinę, by wśród narkomanów odnaleźć starszego brata. Postanawia mieszkać na ulicy i zarabiać na życie śpiewaniem. Historia Assafa i Tamar, zmierzających ku sobie z nieubłaganą baśniową koniecznością, to przerażająca relacja o tym, co spotyka dzieci na ulicach miast, a jednocześnie magiczna opowieść o mocy miłości. Grosman znakomicie i z olbrzymim wyczuciem portretuje izraelskie dzieci ulicy. Opisuje przygody wieku młodzieńczego, które pozwalają odnaleźć siebie i drugiego człowieka. za księgarnią Merlin.

Uruchomiłem bilans strat i zysków.

Plusy - lato w Jerozolimie, nuda (lubię książki o nudzie).

Minusy - dzieci ulicy, narkomania (nie lubię patologii w literaturze), "baśniowość", "magiczna moc miłości."

Zawiesiłem poszukiwania tej powieści, gdy pojawił się największy minus - okładka:


Nie lubię łysych dziewczyn i jeżeli przez przynajmniej połowę książki będę sobie wyobrażał bezwłosą główną bohaterkę, będzie bardzo niedobrze.

Tak myślałem (głupi), ale się myliłem, bo gdy po latach trafiła mi w ręce powieść Grosmana, było już bardzo dobrze.

Książka wbrew swojej "baśniowości" solidnie stoi na nogach i daje całkiem zgrabny obraz tego, jak wygląda nieoficjalne życie na ulicach Jerozolimy, którą w najlepszym razie zbiorowa świadomość kojarzy z Chrystusem lub zamachami bombowymi.

Fabułę mamy dość zręcznie opowiedzianą w wydawniczo-księgarnianych zajawkach, nie będę się więc powtarzał.

Napiszę, co mnie najbardziej (uwaga, pompatycznie będzie!) chwyciło za serce.

Assaf. Ten (nie)typowy szesnastolatek. Wrażliwy, uparty, uwikłany w uczuciowe rozgrywki najbliższych mu osób. Romantyczny jak tylko ktoś w jego wieku potrafi być. Bezmyślny i bohaterski. Szlachetny i głupi.

Powoli odzierany ze złudzeń na temat świata wciąż pozostaje ...hmmmm ...niewinny? czysty?

Ktoś w rodzaju Parsifala szukającego św. Graala - w tym przypadku intrygującej dziewczyny, której psa (tak! tak!) zna połowa mieszkańców miasta.

I jeszcze jedna kwestia - wyjątkowo mną ruszyła. Assaf orbituje towarzysko wokół swojego przyjaciela, który okazuje się być bardzo popularną osobą w szkole. W sumie to żadna przyjaźń, to jej pozory, bo znajomość obu chłopaków nie przechodzi próby czasu zbyt dobrze.

Assaf boi się do tego przyznać, ale przyjaźń zawiązana w dzieciństwie po prostu się skończyła.

Grosman pięknie o tym pisze:

Bo na dobrą sprawę i tak przez ostatnie kilka lat był sam. Zawsze tylko z Roim i całą tą paczką. Coś tam robił razem z nimi, chodził na imprezy, śmiał się z ich dowcipów, godzinami grał w piłkę, wychodził się zabawić w piątkowe wieczory, spędzał z nimi mnóstwo czasu w zadymionych kawiarniach, w dusznych pomieszczeniach. Co oni właściwie robili przez całe dziesiątki tych ciągnących się bez końca wieczorów?

Wypijali po parę piw, podrywali dziewczyny, palili mnóstwo papierosów i pili trochę wódki, a Asaf raz po raz wtrącał parę zdań o nauczycielach, rodzicach i dziewczynach. Kiedy palili fajki wodne, zaciągał się kilka razy i mówił, że mu smakuje, a kiedy tańczyli, zawsze stawał pod ścianą z którymś z chłopaków, rozmawiał z nim, aż tamten wreszcie zebrał się na odwagę i zaprosił do tańca jakąś dziewczynę, po czym już nie wracał.

A w czasie wakacji - było w zasadzie tak samo, o ile nie gorzej: niekończące się wędrówki po mieście, od kawiarni do kawiarni, od pubu do pubu, a on, przeważnie z wysiłkiem ukrywając przed nimi, co naprawdę czuje, starał się spełniać minimum ich oczekiwań, byleby zachować twarz. I zawsze po takim pustym, ogłupiającym wieczorze czuł się jak puf wypełniony ziarenkami styropianu. Dziwne, bo chociaż był właściwie samotny, to nigdy w ten sposób o sobie nie myślał. Samotni byli inni chłopcy i inne dziewczyny.


Ten fragment to rzadkiej urody zapis bolesnej chwili samoświadomości. Jednej, konkretnej. Gdy odklejamy się od naszych wyobrażeń o samych sobie i stajemy w jakimś rodzaju prawdy.

W tym przypadku Assaf odrywa się też od stada głupkowatych rówieśników i pędzi z psem ulicami Jerozolimy w kierunku dojrzałości (?).

Ktoś jeszcze pobiegnie?

6 komentarzy:

  1. Niestety tak jest z większością naszych okładek - nijak mają się do treści. Najlepsze były te peerelowskie szare okładki, ewentualnie z abstrakcyjną badziają.
    Ale chyba jeszcze gorsze są spłycające opisy na okładce...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cytat rzeczywiście świetny. Widać, że autor zna życie. Zajawka wydawcy kojarzy mi się trochę z filmem "Slumdog. Milioner z ulicy". Taka współczesna, słodko-gorzka, ale jednak krzepiąca i nie wolna od humoru baśń (sorry, ale mnie się tak aż tak źle nie kojarzy... :-)).

    pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Romo, ja mam jakąś alergię na słowa "współczesna baśń"...Zawsze infantylizmem mi pachnie, a często niezasłużenie.

    Po prostu ta zbitka jest wysoce drażniąca w moich uszach/oczach...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  4. Agato, z PRL-u świetne były też plakaty filmowe. Nie to, co dziś - uniformozacja. Na całym świecie plakat do jakiegoś filmu jest identyczny lub prawie identyczny.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  5. Jerozolima jest miastem, które kiedyś bardzo bym chciała odwiedzić.
    Dla samego opisu tego miasta od podszewki pewnie chętnie sięgnę po tę książkę.
    Obym tylko znów przeszła z trybu remontowania w tryb czytania :)
    Pozdrowienia, rozejrzę się u Ciebie, jeśli pozwolisz

    OdpowiedzUsuń
  6. Iw, wchodź, rozgość się!

    OdpowiedzUsuń