sobota, 26 stycznia 2013

Za mało Rzymu w Rzymie, czyli "Dolce vita" Mikołajewskiego


Gdyby książka Jarosława Mikołajewskiego pt. „Dolce Vita” napisana była na przykład po szwedzku lub w innym języku, którego nie rozumiem, z miejsca wzbudziłaby moją sympatię. Format tego niewielkich rozmiarów tomiku opowiadań jest przyjazny dla dłoni, a okładka sztywna. Otwieramy książeczkę; tam czeka nas kolejna miła niespodzianka – każde opowiadanko ilustruje ładne nastrojowe zdjęcie sugerujące klimat tytułowego słodkiego życia, jakie wypełnia uliczki i place Rzymu. Niestety, autor napisał swoją książkę po polsku…
To zdumiewające, że po spędzeniu 6 lat w stolicy Włoch Mikołajewski stworzył tak bezpłciowe dzieło, które (jak sugerują słowa samego autora) miało być swoistym hołdem złożonym mieszkańcom tego miasta. Mikołajewski podejmuje przeróżne próby, by uprawomocnić sens wybranego tytułu, czytelnego przecież odwołania do filmu Felliniego. Niestety, niemalże w każdym przypadku przegrywa lub, w najlepszym razie, remisuje.
Opowiadań tych nie ratuje ani narzucający się realizm magiczny, ani groteska, ani zabawa formą, gdy na przestrzeni całego tekstu śledzimy dialog pomiędzy kobietą a mężczyzną lub czytamy monolog stylizowany na relację sportową. Nawet szczypta prawdziwego realizmu, prawdopodobieństwa, nie przynosi spodziewanej satysfakcji. Oczekujemy przecież klimatu Wiecznego Miasta, zgiełku, gwaru ludzkich losów, niezwykłych spotkań, tajemnicy, misterium pulsującego życia. Otrzymujemy w zamian zbiór figur (bo przecież nie bohaterów), które równie dobrze mogłyby żyć i mierzyć się ze swoimi problemami gdziekolwiek indziej. Rzym, Krym, wszystko jedno...

Bardziej rzymsko to wygląda niż książka Autora


Forma jaką jest krótkie opowiadanie, jest wyjątkowo trudna i stanowi nieprzeciętne wyzwanie dla każdego prozaika. Zbyt łatwo tekst może osunąć się w rozwodnioną impresję. Błyszczeć fałszywym światłem pustego konceptu, który potrafi zaskoczyć tylko raz. Mając to na uwadze, muszę stwierdzić z przykrością, że „Dolce vita” jest projektem nieudanym.
Obiecuje zbyt wiele i przynosi równie dużo rozczarowania. To klasyczny przykład literatury mającej ambicję być „wyższą”, istnieć w kontekście rozpoznawalnych dzieł, pięknych miejsc i wielkich nazwisk, stąd przywoływana na czwartej stronie okładki Szymborska i jej przyboczny, Michał Rusinek. To literatura, która chce odwiedzać biblioteki, podobać się na spotkaniach autorskich, błyszczeć w prasie wydawanej na kredowym papierze. To jednak wciąż za mało, by ten bezpieczny i zachowawczy tomik pozostał na dłużej w czyjejś pamięci...

5 komentarzy:

  1. Parę lat temu wydawało mi się (kompletnie nie pamiętam dlaczego), że Mikołajewski = ciekawe pisanie. Kupiłam wtedy jego "Herbatę dla wielbłąda" - podobno kryminał. Teraz z tej lektury nie zostało mi nic, poza zdaniem: "od Mikołajewskiego trzymać się z daleka!". Jak widzę, nadal aktualne:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Napiszę tak:

    "Mikołajewski! Jak dwóch czytelników Ci mówi, że jesteś pijany, to idź się połóż."

    pzdr serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Uważam, że ocenia Pan tę książeczkę zbyt surowo. Mikołajewski pisze z punktu widzenia kogoś, kto zna Rzym i mam wrażenie, że oczekuje od czytelnika tego samego. "Włoskość" i "rzymskość" jest jak najbardziej obecna, jednak skrzętnie ukryta między wersami i ktoś, kto poszukuje nie subtelnego, a prymitywnego(jak zamieszczone powyżej zdjęcie bluzy) przekazu, z pewnością się zawiedzie. Jeśli przetłumaczyć by tomik Mikołajewskiego na język włoski i dać do przeczytania mieszkańcom Wiecznego Miasta, ten "nieobecny Rzym" odnaleźliby bez problemu w każdej z miniaturek, gwarantuję.
    Pozdrawiam,
    Martyna O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - nie "panujmy" sobie. Więcej demokracji.

      Po drugie - nie jest to tylko moje wrażenie. Dałem tę książkę komuś, kto co rok praktycznie odwiedza Rzym, jeździ po Italii, i odniosła ta osoba identyczne wrażenie.

      Myślę, że wystarczająco wyraźnie wskazałem błędy Autora - tytuł myli. Myli, bo czego się spodziewać jak nie romansu z Fellinim? Po drugie teksty same w sobie są słabe, przewidywalne, "umagicznione."

      Wolę tę książkę, która w bezpretensjonalny sposób opowiada o Rzymie właśnie:

      http://lubimyczytac.pl/ksiazka/86539/masz-przyjaciela-jedz-modl-sie-kochaj-w-rzymie

      Bo Mikołajewski jest moim zdaniem pretensjonalny.

      Usuń