poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Bomba, czyli „Głowa Kasandry” Baranieckiego

Nie zdziwiłem się za bardzo, gdy przeczytałem informację jakoby nowela Marka Baranieckiego pt. „Głowa Kasandry” miała kiedyś zostać przeniesiona na ekran jako film pełnometrażowy i (miejmy nadzieję) pełnobudżetowy. Nie zdziwiła mnie też nowina, jakoby świat przedstawiony opowieści miał być fundamentem gry komputerowej.

Skąd to zainteresowanie? Otóż „Głowa Kasandry”, zdobywczyni Nagrody im. Zajdla za rok 1985 (Całkowicie zasłużenie, dodajmy, bo gdyby dziś Baraniecki wypalił taki tekst, Zajdla powinien dostać kilka razy z rzędu!), jest po prostu tekstem fenomenalnym. Jedną z najlepszych postapokaliptycznych wizji zrodzonych w obrębie nie tylko rodzimej literatury fantastycznonaukowej.

Wiele przemawia za tym, by po prostu uznać „Głowę Kasandry” za arcydzieło gatunku, momentami odważnie przekraczające konwencjonalne ramy gatunku. Świat przedstawiony książki kreśli być może i niezbyt zaskakującą wizję, ale całość podana jest w tak sugestywny sposób, że mamy wrażenie obcowania z czymś zaskakująco świeżym i inspirującym intelektualnie.

Wojna atomowa, którą chyba zremisowały Wiodące Mocarstwa, na trwałe zmieniła oblicze Ziemi. Jej bieguny magnetyczne uległy przesunięciu, anomalia klimatyczne wpisały się na stałe w krajobraz zdewastowanej planety, którą zamieszkują rozproszone niedobitki ludzkości. Miasta opustoszały, pola spłukują kwaśne deszcze, krowy rodzą zmutowane cielaki.

Głównym bohaterem tekstu uczyniono człowieka, którego powołaniem jest unieszkodliwianie wciąż aktywnych niewystrzelonych głowic jądrowych. Teodor Hornic, bo o nim mowa, ma psa, instynkt myśliwego, kolosalne doświadczenie i wlekącą się za nim legendę. Ma też obsesję – odnaleźć najgroźniejszą z wszystkich rakiet, tytułową „Głowę Kasandry”, zdolną unicestwić życie na całej Ziemi. 



To tylko początek, kilkanaście pierwszych akapitów wprowadzających nas w przerażającą, ale zadziwiająco spokojną wizję świata po końcu świata. Baraniecki doskonale włada językiem, więc zdania, rozbudowane, naszpikowane niezbędnymi szczegółami, budują atmosferę zaiste przedziwną.

Czytamy o pustce umierającej ziemi, mimo że wiosna buzuje w liściach młodych lasów, a słońce świeci jak przed tysiącami lat. Ta sielanka podszyta jest grozą. Groza – spokojem i wyciszeniem.

Takie preludium otwiera niezwykłą filozoficzną, a wręcz teologiczną narrację. Pod warstwą przygody, nerwowego poszukiwania śmiercionośnego pocisku, kryje się dużo dużo więcej. Odnaleziona w końcu „Kasandra,” chętnie odsłania swoje sekrety, ale wiedza, do której dociera Hornic, ścina go z nóg. Zrzuca się na niego odpowiedzialność, jakiej nie powinno się kłaść na barki śmiertelnika. Objawia mu się prawda, która paraliżuje.

Czytelnikowi zaś rodzą się w głowie kolejne pytania – dlaczego imię głównego bohatera oznacza „Dar boga”? Dlaczego w bazach danych jego nazwisko opatrzono adnotacją „Dezerter”? Co wybrał, stojąc w obliczu niewyobrażalnego wyboru? Wątpliwości mnożą sie, a szukanie odpowiedzi prowadzi do kolejnych i kolejnych ślepych uliczek.

Co więc pozostaje? Mój, przepraszam, że tak prywatnie i półoficjalnie, niekryty zachwyt nad pomysłowością, precyzją i powściągliwością Baranieckiego. Pisarz zaopatrzony w słabsze hamulce mógłby „Głowę Kasandry” rozwodnić kolejnymi epizodami, niesamowitościami spod znaku „postapo.” Mógłby dodać parę wątków pobocznych, kilka gadżetów i ulepić ciężkostrawną sagę o końcu świata. No i pewnie jacyś zombie też by się znaleźli. Muszą być zombie. I cycki.

Baraniecki jest jednak dojrzałym autorem i partnerem czytelnika. Wie, gdzie się zatrzymać, by nie odbierać jednej z największych książkowych przyjemności – uczucia niedosytu, które zapamiętujemy dużo lepiej niż wrażenie uciążliwego przejedzenia.

3 komentarze:

  1. To jest piękne. Utkwiła mi w głowie cisza, jaka tam panuje, w tej książce. Cisza i skupienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Cieszę się, że mam tak wierszą komentatorkę, która podziela moje spostrzeżenia.

      pozdrawiam.

      Usuń
    2. A, bo u Ciebie mogę znaleźć pozycje z s-f, które kiedyś czytałam i trochę pamiętam, czasem nie czytałam i sprawdzam, czy warto sobie tego szukać...
      Słowem, fajnie tu, to i zaglądam.

      Usuń