poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Dupa zawsze śmieszy, czyli "Prawda" Palina

Zapoznając się z powieścią Michaela Palina pt. „Prawda”, czytelnik kojarzący autora tylko i wyłącznie z dokonaniami legendarnej grupy Monty Python, może poczuć swoisty dysonans poznawczy. Ma przecież prawo oczekiwać książki zabawnej, pełnej absurdu, groteski, przesyconej anarchistycznym poczuciem humoru, który niósł będzie za sobą niezbyt słodką refleksję na temat życia. A sam pisarz? Przecież to kwintesencja, niemal wzór tego, co nazywamy "angielskim poczuciem humoru." Twarz wzbudzająca sympatię i zaufanie, szczery uśmiech...
Kurde, bolało spotkanie z tą książką. Bolało. 
Bo co otrzymałem? Poważną propozycję, w której pojawiają się nie tylko czytelne nawiązania do „Jądra ciemności” Conrada, ale również kłębią się w niej dość bolesne pytania o kondycję idealistów, jacy co rusz muszą łamać swoje zasady. Palin uwypukla problemy naszego świata: grozę współczesnego kolonializmu, podłość koncernów drenujących dziewicze wciąż części planety, mroczne strony rynku książki… Robi to w sposób przekonywający, spokojny, budując narrację, której nigdzie się nie spieszy. 
To akurat się książce chwali. Powolny spacer wgłąb fabuły jest nawet atrakcyjny. Rysuje się przed nami mało kolorowe tło początku powieści;  zachmurzone i szare Wyspy Brytyjskie, gdzie żyje Keith Mabbut – pisarz do wynajęcia, onegdaj dziennikarz śledczy, który młodzieńcze ideały zastąpił potrzebą stabilizacji, a ryzyko zawodowe przewidywalnymi zleceniami.
Jego małżeństwo rozpadło się, traci kontakt z dorosłymi dziećmi, od czasu do czasu ląduje w łóżku przypadkowo poznanej kobiety, z którą nie łączy go żadna głębsza więź. 56-letni mężczyzna grzęźnie w swoim bezbarwnym życiu, a Palin doskonale oddaje tę aurę beznadziei. Nie jest nam do śmiechu, gdy obserwujemy notorycznie przegrywającego na niemal każdym froncie człowieka.
Wszystko może odmienić lukratywne zlecenie – bogate wydawnictwo proponuje naszemu bohaterowi spisanie bestsellerowej według marketingowców biografii nieuchwytnego Hamisha Melville’a. Aktywisty, walczącego ekologa, żywej legendy, autorytetu wszystkich obrońców praw człowieka. Mimo początkowych obiekcji (rozwianych między innymi wysokością honorarium), Mabbut podejmuje się tego zadania, nie podejrzewając jednak, że staje się częścią wyrafinowanej intrygi. Wędrując po bezdrożach Indii, lecąc do Czech, walcząc z londyńskim rekinami rynku wydawniczego, stopniowo odkrywa tytułową prawdę o człowieku, którego działalność sam podziwiał, ale prawda ta też staje się elementem gry, którą Melville prowadził z całym światem.
Nie spodziewajmy się po tej książce erupcji humoru – jest on delikatny, zbyt subtelny, wynikający raczej z obserwacji ludzkich słabostek i przypadków, jakimi rządzi się nasze życie. Najzabawniejsza wydała mi się kpina z "awangardowych artystów", gdy główny bohater ogląda przedstawienie teatralne wystawiane przez zespół o malowniczej nazwie DUPA.

(Co jakiś czas łeb podnosi durnowata internetowa zabawa polegająca na tym, że ludzie dodają do tytułów ulubionych piosenek lub filmów końcówkę "In my ass." Prymitywne to aż boli, ale jakoś tak mi się ze smutnym komikiem skojarzyło)
Sam komizm zostaje przesłonięty ważniejszymi dla Palina kwestiami. Mechanizmy zbrodniczej niemal działalności wielkich koncernów. Bezwzględność ekonomii, która ustawia na pierwszym planie zysk, eliminując po drodze człowieka. Prywatne wojny między najbliższymi sobie kiedyś ludźmi, dziś akcentującymi sprzeczne interesy, oczekiwania, nadzieje. To znajdziemy w tej napisanej dla poważnego odbiorcy powieści. Powieści, która niczego nowego nam jednak o świecie nie powie. Szkoda...
Całość, mimo swego ciężaru zmuszającego do refleksji, spisana jest lekkim, pozbawionym zbędnej stylistyki piórem. A finał, jakiego się doczekamy, choć na chwilę rozproszy kłębiące się nad światem chmury i pozwoli uwierzyć, że warto być wiernym swoim ideałom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz