niedziela, 7 kwietnia 2013

Dla chłopaków - niezależnie od płci i wieku, czyli "Magiczne lata" McCammona


Po przeczytaniu „Magicznych lat” miałem rzadko występujące u mnie pragnienie, by książkę zacząć czytać na nowo. Zapętlić się w świecie przedstawionym, nie rozstawać się z bohaterami. Po prostu zacząłem tęsknić. A mój „potencjometr tęsknoty” nigdy mnie nie oszukuje – to powieść wybitna.

Nie, nie wybitna w znaczeniu „noblowskim”, to nam na szczęście nie grozi. Interesuje nas to, czego od zawsze w powieściach szukaliśmy – trwoga, piękno, ból, przygoda, fascynacja, śmierć, śmiech, tajemnica… To, co oferowały średniowiecznym chłopcom opowieści o rycerzach okrągłego stołu. To, za czym tęsknili małoletni wielbiciele twórczości Karola Maya. Interesuje nas to korzenne przeżycie, empatyczny wstrząs, jakiego doznajemy, gdy obserwujemy losy postaci, z którymi możemy się utożsamić lub, nawet to, postaci, którymi sami kiedyś byliśmy. To powieść dla chłopaków – niezależnie od płci i wieku.

Książka ta zbiera w sobie to, co decyduje o zaistnieniu fundamentalnego aktu zachwytu literaturą. Dyskretnie wprowadzona fantastyka sąsiaduje z bolesnym realizmem, cudowność świata dzieci rozsadzana bywa raz po raz bezwzględnością i okrucieństwem tego samego świata rówieśników. Pretensjonalna kategoria „magii” zyskuje w tej powieści swoje zastosowanie – to naprawdę magiczna książka przywracająca wiarę w potęgę fantazji, niewinności, bohaterstwa, przyjaźni. To opowieść o świecie, który umarł, by żyć we wspomnieniach. Historia kraju lat dziecinnych, który dawno przestał fizycznie istnieć, ale przeszedł w niezniszczalną przestrzeń idei, gdzie żyje "niezaburzony wypadków strumieniem."

Dziecinnie łatwo pisać o dzieciństwie, ale rzadko komu udało się dzieciństwo wpisać w tak bajeczną ilość kontekstów: Ameryka, lata 60, małe miasteczko, grupka przyjaciół, tajemnicze morderstwo, filmy klasy B, komiksy, segregacja rasowa, rasowi kryminaliści, oddech kapitalizmu, pierwsze zauroczenia płcią przeciwną, magia voo doo… Zestaw jest imponujący i gdyby ktoś chciał upiec z tego tort, miałby nielichy problem, by całość była strawna, a między zębami nic nie zgrzytało.




McCammon wirtuozersko komponuje swoją symfonię. Wszystko idzie w parze z wszystkim. Kilka gorzkich prawd ręka w rękę z naiwną wiarą w potęgę literatury i samego aktu pisania mogącego zatrzymać proces erozji naszych wspomnień o światach dzieciństwa.

Cóż, być może to przede wszystkim powieść o pamiętaniu. I, co gorsze, o tym, że kształtująca nas przeszłość być może była jedną wielką fikcją, burzliwą fantasmagorią, która nigdy nie miała miejsca, a cała nasza historia jest tak naprawdę przez nas wymyślana w samym akcie wspominania.

8 komentarzy:

  1. Podoba mi się to zdanie: "To opowieść o świecie, który umarł, by żyć we wspomnieniach." Niebanalny opis, który przemawia także do mnie, choć chłopakiem nie jestem hehe. Strasznie lubię opisy wspomnień z dzieciństwa, zwykle prawdziwych, ale tym też bym nie pogardziła. Filmy klasy B, intrygujące ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj, książka jest świetna...

      Dzięki za miły komentarz.

      pzdr

      Usuń
  2. Ostatnio skończyłam czytać tę książkę i zamieściłam jej recenzję na swoim blogu (Zapraszam do zapoznania się :) ). Zgadzam się z Twoją recenzją i się nie zgadzam :) Przyznaję, że jest to powieść wyjątkowa, którą warto przeczytać. Natomiast nie mogę poprzeć zdania, że jest to "To powieść dla chłopaków – niezależnie od płci i wieku.". Jestem kobietą, dorosłą. Matką i żoną. Daleko mi więc do chłopca ;) Mimo to książka wywarła na mnie spore wrażenie i będę do niej chętnie powracała w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj gapa ze mnie :/ "niezależnie od płci" ... przepraszam. Już się do niczego nie przyczepiam :)

      Usuń
    2. I wszystko jasne...;-)

      pzdr

      Usuń
  3. Książka czeka na swoją kolej na półce. Już nie mogę się doczekać, gdy w końcu po nią sięgnę, bo jak widzę szykuje się świetna lektura :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szykuje się. Obyś się nie zawiodła.

      pzdr

      Usuń
  4. Dyskusję o tej książce można zacząc i skończyc na "bajecznej ilości kontekstów', bo też pochylenie się nad nimi to rzecz obowiązkowa - każdy znajdzie nie jeden ulubiony wątek, a co najmniej dwa, jestem tego pewien :)

    Zważywszy na wielowątkowość książki, o której nie da się na raz opowiedzieć, zdecydowałem się - jako wielbiciel małomiasteczkowości, zwłaszcza tej w amerykańskim wydaniu, chłopak wychowany na kryminałach A. Christie i wreszcie - entuzjasta twórczości R. Bradbury’ego (jednego z idoli McCammona) - przeanalizować w swojej recenji to, co jest mi najbliższe... choc i tak skusiły mnie inne, mniejsze wątki.
    Piszesz wreszcie, że "to powieść dla chłopaków – niezależnie od płci i wieku", a ja dodam, że to powieśc dla wszystkich, obroni się przed każdym, chocby jedną z tysiąca swoich cząstek ;)


    OdpowiedzUsuń