środa, 1 maja 2013

Sen się wyśnił, czyli "Handlarze kosmosem" Pohla i Kornblutha


Jeżeli budzisz się rano i pierwszą Twoją myślą jest skonkretyzowane marzenie o kubku gorącej parującej Nescafe, gdyż „wierzymy, że każda, nawet najzwyklejsza chwila w ciągu dnia może dostarczać nam niezwykłej przyjemności – począwszy od pierwszego łyku aromatycznej, gorącej kawy o poranku, a skończywszy na popołudniowym relaksie z kawą Latte czy Cappuccino…”

Jeżeli zamykasz dzień, sięgając po butelkę Tyskiego, które jest „niekwestionowanym liderem polskiego rynku piwa. Od lat zdobywa uznanie zarówno w kraju jak i zagranicą. Wielokrotnie zostało uhonorowane najbardziej prestiżowymi laurami branży piwowarskiej. Koneserzy piwa cenią w Tyskim łagodny chmielowy zapach, złocisty kolor oraz gęstą białą pianę.”

Jeżeli w ciągu dnia nucisz melodyjki ilustrujące krótkometrażowe filmiki o przygodach gumy do żucia, margaryny lub proszku do prania, a Twoje dowcipne pointy, jakimi bawisz towarzystwo, to hasła wymyślone przez anonimowych copywriterów.

(Copywriterzy zastąpili poetów – poeci dziś produkują niezrozumiałą bełkotliwą magmę, copywriterzy opanowali do perfekcji sztukę tworzenia silnych, zwartych komunikatów. Dziś Lord Byron pracowałby w agencji reklamowej…)

Jeżeli żyjesz w świecie (ponoć) przeludnionym, który bezlitośnie wyrywa ze swoich wnętrzności wszelkie surowce. Konsumujesz, nie mając pojęcia, że pracują dla Ciebie dziesiątki, jeśli nie setki nieszczęśników urodzonych pod niewłaściwą szerokością geograficzną.

Jeżeli ponadkontynentalne korporacje  decydują o istotnych kwestiach dotyczących Twojego życia, a rząd (ponoć mający Cię reprezentować) spełnia tylko dekoracyjną, teatralną wręcz funkcję.

Jeżeli to wszystko, to znaczy, że żyjesz w roku 2013, albo należysz do świata przedstawionego „Handlarzy kosmosem”, powieści autorstwa Fridericka Pohla i C.M. Kornblutha. 



Powieści wydanej w roku 1953.

60 lat temu! 

5 komentarzy:

  1. Klasyka klasyki sf socjologicznej, nic dodać nic ująć. Moje stare "klubowe" wydanie musiałem kiedyś w końcu domowym sposobem oprawić, żeby się nie rozleciało na strzępy ;)
    Może kiedyś w końcu zabiorę się do angielskiej wersji kontynuacji, która niestety nie ukazała się po polsku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znakomita książka, nieprawdaż? Niesamowicie prorocza, niestety...

      pzdr serdecznie

      Usuń
  2. będzie nie na temat,wiem,ale przed chwilą przeczytałam pana stary wpis jeszcze z 2010 roku,poświęcony j.szaniawskiemu i profesorowi tutce,mała książeczka a w niej niepowtarzalny nastrój,główny bohater,uroczy człowiek,wspaniały gawędziarz,czytajac to lubię sobie wyobrażać gustawa holoubka[grał tutkę],słyszę jego głos,pozdrawiam-hanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Haniu (nie "panujmy" sobie), profesor Tutka, książka i ekranizacja, to uczta dla myślącego i czującego człowieka. Pozdrawiam jak najserdeczniej.

      Usuń
  3. Wiesz, przeczytałam w weekend majowy. Skrobnę opinię na dniach - ale wrażenie proroctwa było dominujące podczas czytania. I lekkie przerażenie.

    OdpowiedzUsuń