wtorek, 21 maja 2013

Must be the poetry, czyli "Połów. Poetyckie debiuty 2012"


Rzadki fenomen! Czytamy jedną książkę, którą napisało ośmiu autorów brzmiących jak jeden autor!
Tom wydany przez Biuro Literackie zbiera efekty cyklicznego projektu „Połów”, który ma za zadanie wyłowić najciekawszy młodych poetów nielegitymizujących się jak dotąd dorobkiem wydawniczym. Zestawy wierszy okraszono laudacjami związanych z Biurem uznanych już autorów i krytyków. Karol Maliszewski, Marta Podgórnik, Roman Honet i Joanna Mueller starają się przekonać czytelnika, że warto się wsłuchać w głosy „najlepiej rokujących polskich poetów przed debiutem książkowym”. 
Cóż, same laudacje są chyba najciekawszą częścią całej książki, co dobitnie pokazuje jej egzotyczny charakter tego wydawnictwa. Starzy wyjadacze odpowiedzialni za wprowadzenie na szersze wody debiutantów robią, co mogą, by usprawiedliwić swoje wybory. Momentami wygląda to autentycznie dramatycznie, gdy frazy banalne, jałowe, dławiące się wielosłowiem, zmanieryzowane lub po prostu epigońskie podpierane są erudycyjnymi popisami Marty Podgórnik i Spółki. 
Jak więc brzmi rokująca ósemka? Wyjątkowo spójnie, z paroma miłymi zgrzytami, które rozpraszają monotonię prezentowanej poezji. Monotonię polegającą na tym, że wszystkie niemalże wiersze uciekają od widzialnej, namacalnej i konkretnej rzeczywistości, mnożąc wyrafinowane konstrukcje językowe, kodując oczywistości lub gubiąc się w „fajnych” zdaniach, pod którymi nie kryje się nic poza zachwytem potencją języka poetyckiego. 

Młodzi zdolni i na dobrej drodze do zapomnienia...

Niewiele zostało we mnie po lekturze kilkudziesięciu wierszy o zmiennych stanach emocjonalnych podmiotów lirycznych, bo zbyt hermetycznie zamknęli autorzy swoje światy na tych, do których chyba powinni pisać. Nie łączę się z nimi w bólu, tęsknocie, pożądaniu, cierpieniu, nawet w prostym fakcie obserwacji, bo niemal programowo musi być on zakłócony figurą stylistyczną, słowną ekwilibrystyką, erupcją niewytłumaczalnego, pochodzącego znikąd obrazu. 
Smutne to, że mając do dyspozycji tak niewyobrażalny zestaw możliwości, wiersze te w większości mogłyby być napisane przez jednego, góra dwóch autorów zapatrzonych w popularne tendencje i silne nurty obecne w polskiej liryce. Krajobrazy – wewnętrzne i zewnętrzne – są niezwykle do siebie podobne. Wyznania, osobiste dramaty, ścina chłód wystudiowanych póz lub zbyt zamaszystych, nawet jak na debiutantów, pohukiwań. 
Czy z tych złowionych ryb będzie chleb, czas pokaże. Wiem, piszę asekurancko i ostrożnie, ale doświadczenie uczy, że tylko garstce debiutantów udaje się na dłużej utrzymać na powierzchni literackiego życia. A nie mi wyrokować, kto z przedstawionej nam ósemki zadebiutuje pełnowymiarową książką. Lecz przyparty do muru wskazałbym na zaangażowanego, czasem wściekłego Seweryna Górczaka oraz na uczciwie patrzącego na siebie i świat Szymona Słomczyńskiego.
Może oni, może kiedyś…
Cała reszta utonie w odmętach niepamięci. Wydawnictwo odhaczy kolejny punkt w swoim "Wielkim Planie Budowania Nowej Polskiej Poezji", zaprosi autorów na kilka spotkań i...
Wyobrażam to sobie tak:  Wpadniesz do mnie wieczorem. Pokażę ci moją kolekcję płyt. A! I książkę mi kiedyś wydali... Poczytamy razem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz